- Witam i czesc
#26
Ja przy smutasach sie czuje wlasnie fajnie, tak bezpiecznie i ze nie mam jednak tak zle, czuje sie szczesliwszy jak ktos tak wlasnie zamula i smutny, nie wiem czemu, mysle, ze wtedy lepiej mysla ludzie o mnie i nie zwracam az tak uwagi innych. A przy szczesliwych to latwo sie czerwienie bo jak wszyscy zartuja, a ja nic nie powiem, to wiem, ze oczekuja, ze teraz ja cos powiem i to jest takie pojebane.
Z tej fobii to chyba zostalo tylko sie smiac, przeciez to jest tak irracjonalne, nie wiem czy tez tak macie, ale naprzyklad jak wychodze kosic trawe to uczucie jakby sie wszyscy patrzyli na mnie i auta ktore jada i sasiedzi i czuje ich mysli. Oczywiscie mozg sobie wymysla je, tu, ze siedzi jakas sasiadka i co chwile jakbym sobie myslal co ona mowi, np : ale powoli kosi, co tak sie patrzysz pod te kosiarke, albo ale przystojny    :Uśmiecha się:
Najczesciej jakies negatywne, np patrz jak sie zaczerwienil
Odpisz
#27
Robie te kroczki chyba i zobaczymy co bedzie, jest ktos z okolic Krakowa chetny zeby ze mna probowac? moze byc dziewczyna    :Uśmiecha się:
Powinno byc latwiej we dwoch
Mozemy zaczac od jutra, nie ma na co czekac
Odpisz
#28
Zawsze przy wesołych osobach jak nawet nie będziesz się odzywał to się pośmiejesz   :Uśmiecha się 2:choć ja akurat nie mam z tym problemu , ogólnie to bardzo lubię długie dyskusję , czasami nawet innym przeszkadza to że dużo mówię i jak się o coś zapytają to jak zaczynam im odpowiadać w paru zdaniach to uśmiechają się bo wiedzą że się rozkręcam a ja tym samym wiem żeby już skończyć   :Uśmiecha się 2:, są oczywiście tacy co powiedzą to mniej grzecznie "a ten znowu" np ale oni głównie gów... mają do powiedzenie i zlewam ich.Ogólnie rozmowa mnie bardzo relaksuje , jak zdawałem prawo jazdy to gdy było sztywno i nie było o czym pogadać to popełniałem błędy itp a jak z kolei zaczynaliśmy długo rozmowę to jeździłem jakbym miał prawko kilka lat.Sam nawet nie raz gdy czuję że jest sztywno i zaraz może przyjść lęk to zaczynam jakąś rozmowę.
Odpisz
#29
Tez zaczynam wtedy, zazwyczaj jakies pytania bezsensowne, tak na sile, zeby nie bylo tej ciszy, ale to nie zmienia faktu, ze czuje strach
Wszystko by bylo spoko gdyby nie to paralizujace uczucie, niby dam rade dalej gadac wtedy, ale nastroju nie mam wgl i mysle tylko o swoim strachu i jestem gdzies nieobecny i jak cos powiem to na sile, czasem nawet wgl nie tak jak mysle czy czuje, ale mowie, zeby nie bylo tej ciszy
Bo fobia to nie jest czasem wgl niesmialosc, to jest poprostu odczuwanie jakiegos lęku, a nie zawstydzenia
Czasem potrafie z kims nawet niezle gadac, ale co z tego jak dalej sie boje i czuje ulge jak sie skonczy ta sytuacja
Odpisz
#30
Hej. Mam pytanie do was, tez w czasie jakiejs imprezy jak naprzyklad wszyscy sie smieja odwalaja cos i nikt do was nie mowi jakis czas to macie takie mysli, ze albo ja jestem jakis dziwny, glupi, inny, albo przerzucacie na innych, ze oni sa dziwni, z czego sie ciesza, nie lubie ich, musze sie od nich odciac i znalezc nowych znajomych. Bo nie wiem czego to kwestia, ze tak wtedy mysle. Jak zaczne cos gadac i uda mi sie cos fajnego czasem powiedziec to juz zupelnie inaczej mysle i po imprezie tez zaluje tych mysli zlych jakie mialem. Nie wiem czy to kwestia fobii czy jeszcze jakis inny problem?
Odpisz
#31
To nie musi być kwestia fobii , jak nadajecie na innych falach to jak ktoś np mało inteligentny rzuci jakiś prosty dowcip z którego sporo ludzi się śmieje a ja np nie bo nie bawi mnie taki humor to nic w tym złego.
Odpisz
#32
POMOCY
Kryzys mnie dopadl. Jestem na etapie takim, ze rzucilem onanizm, rzucilem sluchanie muzyki hiphopowej , siedze w domu i mysle o fobii i nie wiem czy dobrze robie z tym, ze te reszte rzeczy rzucilem. Robilem to po to, zeby osiagnac takie dno w ktorym juz bede zmuszony wyjsc do ludzi, nie siedziec w tej strefie komfortu ktora przez to przestanie istniec, ale czasem mam wrrazenie, ze to poglebia fobie choc z drugiej strony mysle, ze moze teraz tak jest bo sie wszystko naprawia i musze przez to przejsc poprostu i bedzie lepiej. Nie wiem co robic, wariuje juz. Apetytu wgl nie mam, lęki utrzymuja sie dosc dlugo, ostatnio mialem taki stan dwa razy niekontrolowania mozgu, tego co sobie wkreca, cos jak po substancji psychoaktywnej (kilka razy tylko sprobowalem i raz mnie solidnie przestraszylo).
Ze nigdy z tego nie wyjde, takie zycie nie ma sensu itp
Nie wiem co robic, pomocy, moze ma ktos doswiadczenie z takim kombinowaniem
Odpisz
#33
Witam ponownie. Nie mogę czytać tych głupot które tu wypisywałem, ale tak robi człowiek który błądzi, który nie ma wiedzy, świadomości, a tylko przeskakuje z jednej emocji na drugą, z jednej chaotycznej myśli na kolejną jeszcze bardziej nienormalną.
Oj dużo się zmieniło. Czuję się bardziej dorosły, dojrzały. Od prawie roku czytam Terapie Richardsa, jest świetna. W zime już myslałem że calkowicie po fobii, teraz w lato troche napiecie skoczyło, ale tylko raz czułem taki lęk, strach w domu od tego czasu. Miałem gorszy okres, kontuzje musiałem zrezygnować z pracy, chwilowo z gry w piłke i zacząłem myślec i myślec i myślec i myślec... wpadać w błędne koło lęku, ale ogarnąłęm się w kilka dni, zacząłem znowu czytac i znowu cwiczyc i jest elegancko. Teraz planuje wreszcie zrobić konkretnie zaplanowane eksperymenty behawioralne. Bo choć wychodziłem od jakiegos czasu do ludzi to było jednak jak dla mnie za mało wyrażania siebie w tych sytuacjach. Sukcesów troche mam od tego czasu, choćby ta praca którą znalazłem, właściwie sama mnie znalazła, ale to też bez znaczenia bo nie bałem się chodzić do niej, a kiedyś bym się bał, tak naprawdę to byłem w niej szczęśliwy bo mało myślenia, duzo działania, ludzi. I wznowiłem znowu granie w piłkę, w dodatku coraz lepiej mi to wychodzi.
A spokój pokochałem, tylko jeszcze to wyrażanie stopniowo.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis damiandamianfb:
  • vesanya
Odpisz
#34
Hej. Pisze by podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Gdy jesteście już blisko wyzdrowienia, jest duża poprawa itp to nie wracajcie na to forum z powrotem. Nie polecam. Przesiąka się od nowa negatywnością, wracają stare wspomnienia, uczucie jakby akceptowania fobii społecznej bo, że inni też to mają i trudno taki mój los (wraca robienie z siebie ofiary), co nie jest dobre bo jest to pogodzenie się z życiem z ograniczeniami. Zaczynamy znowu rozmyślać nad wszystkim, sensem świata, życia, analizować i analizować. Przy wyzdrowieniu trzeba ,,sięgnąć'' po zdrowych ludzi. Z nimi przesiąka się pozytywnością. Tutaj niestety na forum negatywnością z racji tego, że jest tu dużo osób które dopiero co znalazły informacje o swojej chorobie, nie zaczęło się jeszcze leczyć itp. Niestety nastrój kogoś nam się udziela.
Wiem po pewnych osobach z życia jak to się odbywa. Znam pewnego chłopaka który lubił imprezować, lubił ludzi, nie miał z nimi problemu, często gdzieś wychodził itp, a poznał dziewczynę trochę negatywnie nastawioną do świata i zaczął tak samo jak ona mówić, że ludzie zaczynają go wkurzać, znikła mu chęć do wychodzenia, zaczął szukać odludnych miejsc itp.
Dlatego mało świadectw wyzdrowienia z fobii na forum, bo wszyscy uciekają od tego świata gdy uda im się psychicznie z niego wyrwać. Wiecie świat jest całkowicie neutralny, ludzie różni bo różne zaburzenia występują, ale decydujące jest to na czym skupiamy naszą uwagę.
Tutaj skupiamy uwagę na przykrych przeżyciach, na swoim niby marnym losie, na tym, że jesteśmy ofiarami, że nie będzie lepiej, że się nie udaje pokonać zaburzenia. Wracamy tam skąd próbowaliśmy się wydostać.
Nie róbcie tego. Ja tak zrobiłem i przez blisko miesiąc czułem się znowu jak w trakcie choroby, czułem się ofiarą, marnym przypadkiem dla którego nie ma nadzieji, znowu pojawiły się łzy, stare nawyki wracały, stare myślenie itp
Na szczęście w porę się opamiętałem i wracam teraz silniejszy bo z doświadczeniem by tego już nie robić.
Spadam do życia, do działania bo myślenie jest martwe.
Polecam jeszcze raz Terapię Richardsa wszystkim, kilkunastu osobom z tego forum wysłałem, mam nadzieję, że skorzystają. Jak chcecie możecie pisać, będę sprawdzał skrzynkę pocztową jeszcze jakiś czas.
Pamiętajcie, że przecież my chcemy żyć bez tego.
Ps. To co czułem po terapii było jednak dobre, że życie jest takie proste, nie ma co myśleć, kombinować, analizować, ale zacząłem znowu filozofować, że w sumie nie wiadomo jakie jest i nic nie wiadomo i takie różne bzdury i zaczęło się tylko pogarszać.
Odpisz
#35
Przerabiałem Terapię Richardsa ponad rok, ukończyłem całą i później ją powtarzałem, czytałem niemal codziennie po ok 1 h.
Stosowałem techniki relaksacyjne, ćwiczyłem wieczorami trening relaksacyjny Jacobsona, autogenny schultza, ćwiczenia fizyczne na obniżenie stresu, rozciąganie i było dużo, dużo lepiej, ale jeszcze mi coś nie grało. Dalej wszystko analizowałem, czemu tak myślę, a czemu tak, czemu to lubię, a tego nie, czemu takie mam teraz emocje, co mi daje na przykład sport, piłka nożna, że mnie cieszy, co takiego w tym jest, czy coś ma znaczenie, sens. O innych również czemu tak myślą, czemu to ich cieszy i wszystko to analizowałem i byłem ciągle skupiony do wewnątrz. Ciągle próbowałem zwalczać te ANTsy (negatywne myśli, uczucia) w sobie, byłem skupiony na nich i przez to one się powiększały, zamiast myślenia o nich i czemu tak myślę, czemu to mi się nie podoba, czemu to mnie nie cieszy wystarczyło po prostu to wyrazić, zaakceptować i nie analizować. A ja cały czas czemu nie jestem taki, czemu to mi się nie podoba i wieczna analiza czegoś co mi wgl nie było potrzebne. Dopiero nie dawno zrozumiałem, że nie musi mi się wszystko podobać, nie muszę się na wszystko cieszyć i że największą moc uzdrawiająca nie ma żadna analiza Siebie, analiza psychologiczna, analiza sytuacji tylko największą moc ma zostawienie tego wszystkiego w spokoju i po prostu Wyrażanie i Akceptowanie Siebie. Wtedy naprawdę czuję się wreszcie jak ktoś, czuję, że jestem kimś w tym świecie, w sensie, że da się mnie określić, mam jakąś osobowość, wady i zalety, różne stany, cechy charakteru.
Także terapia dobra jest, psychologia pomoże w pewnym stopniu, ale przychodzi moment, że musisz już ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE, WYRAŻAĆ SIEBIE. Odstąpić już od analizy, naprawiania kolejnych wad, błędów i skupiania się na nich, zaprzestać walki o bycie doskonałym, idealnym. Zostaje Ci już tylko bycie sobą, niedoskonałym sobą, z wadami, błędami, bez analizowania, bez starania się być doskonałym, trzeba już płynąć ze swoimi uczuciami, swoją wizją świata. Koniec z kontrolowaniem tego co się powie lub czego nie powie, koniec analizowania tego na kogo wtedy byś wyszedł, po prostu wyrażanie Siebie. Życie nie jest wtedy idealne i dobrze bo takie nigdy by nie było choćbym nawet zawsze do tego dążył, ale jest wiele prostsze i łatwiejsze.
Ja bym to określił tak, że wcześniej przed zrozumieniem tego czułem się jak widz. Jakbym oglądał wszystko co się dzieje wokół i nie miał na nic wpływu. A teraz się czuje jak reżyser. Mam wpływ na to co się dzieje i o tym decyduje i teraz wreszcie się coś dzieje, to życie jest i gorzkie i słodkie.

Ps: W tym czasie gdy to do mnie dotarło oglądałem Mr. Robota. Może to głupie, ale wydaję mi się, że ten serial pomógł mi zaakceptować Siebie, to, że są różni ludzie i nie wszystko musimy rozpaczać w charakterze zaburzenia co po terapii mi się często przydarzało. Bo wgl to, że coś jest zaburzeniem jest bardzo umowne. To po prostu zachowanie odstające od normy zachowań, na tej podstawie zostało to wymyślone. I tak na przykład w USA samobójstwo będzie zaburzeniem, a w Japonii już nie, tam gdy ktoś splami swój honor, jest nawet oczekiwane, że w taki sposób je oczyści.


Także to jest mój najważniejszy wniosek do jakiego doszedłem. Terapia spoko, przydaje się, ale przychodzi moment gdy trzeba to zostawić i zostaje Wyrażanie Siebie (w działaniu i mówieniu) i Akceptacja Siebie na pierwszym miejscu.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis damiandamianfb:
  • BlankAvatar
Odpisz
#36
Witam. Na dniach postaram się napisać co i jak z tym co pisałem post wyżej, czy to był tylko chwilowy przypływ emocji i tak napisałem czy jednak to naprawdę działa.
Odpisz
#37
A wiec tak, minęło trochę miesięcy i mogę na spokojnie na podstawie doświadczenia napisać jak to z tym jest.
Dodam do tego jeszcze działanie bo jednak jest bardzo ważne, kiedyś myślałem, że wystarczy po prostu opanować umysł, fajnie o wszystkim myśleć, ale jednak uczucia, emocje to rezultat tego co się ROBI, a nie o czym się pomyśli(tak może są takie chwilowe) a ja nic nie robiłem wiec czułem się nijak.
Polecam również książkę Eckharta Tolle Nowa Ziemia, ale muszę zaznaczyć, że trzeba z nią uważać. Wróciło mi po niej znowu trochę to całe analizowanie i czekanie aż pokonam te swoje myśli i będę mógł być sobą, ale to mogło by nigdy nie nadejść, nigdy mógł bym się nie pozbyć tych myśli, a całe życie zmarnował bym na potyczki z umysłem. Jednak bardzo ważne co wróciło to magia do życia po psychologi którą ją usunęła. Jak możemy tak wierzyć swojemu umysłowi w jego definiowanie świata, temu samemu umysłowi który tak nas oszukuje praktycznie co dzień w różnej interpretacji sytuacji, przesadza, zniekształca, kłamie. Ale człowiek chyba chciał by wszystko wiedzieć to sobie tak szufladkuje wszystko i definiuje, a mózg tak naprawdę nie wiele potrafi ogarnąć, zrozumieć. To, że czegoś nie rozumiemy nie znaczy, że tego nie ma. Poza tym zwiększa się jeszcze świadomość, trochę łatwiej kontroluje się myśli po tej książce. Fajne są też niektóre cytaty, krótkie przypowieści. O sile akceptacji, o tym, że to czego według nas inni i świat nam nie dają to jest dokładnie to samo czego my mu nie dajemy, musi być odpływ i przypływ czy coś takiego. No i nie wiem czemu, ale wróciła mi wiara trochę, w coś, w Boga, choć w książce autor raczej uznaje jakieś Istnienie, świadomość itp.
No a co do Akceptacji i wyrażania to działa, po prostu. Jest lepiej. Na przykład z wyrażaniem Siebie wszystko szybciej się zmienia, naprawia, wyjaśnia, częściej się zmienia, jest intensywniej w przeżycia, prawdziwiej, naturalniej, coś z czym się długo męczyliśmy okazuje się, że można załatwić w parę chwil za pomocą paru słów.
Dzięki akceptacji wydobywają się nasze zalety, a tracą na znaczeniu wady, kwestie które wydawały się problemami stają się neutralne, bądź są po prostu cechami, a czasem stają się nawet w naszych oczach (bo o to tu chodzi przede wszystkim) zaletami.

Także wiem, że to działa jeśli się to zachowuje AKCEPTACJE, WYRAŻANIE SIEBIE I DZIAŁANIE ODCZUWANIE ŻYCIA, a nie analizowanie i myślenie. Tylko czasem mam jeszcze problem z tym żeby to czuć, być może przede wszystkim przez braki jeszcze w działaniu, a w końcu uczucia to rezultat tego co się robi. Wpada się w taki wir działania z czasem jak się zacznie, ale dotąd po takim okresie wypadałem z tego rytmu i wybierałem przerwy i to nie były zbyt dobre posunięcia bo znowu się przestawia wtedy na myślenie i analizowanie zamiast działanie i odczuwanie.
Oczywiście to wszystko sposoby które mi pomogły, nie na każdego muszą działać. Kluczem do tego jest myślę to co sprawia największy problem. U mnie było to własnie brak działania, a ciągłe myślenie o życiu, nawet o tym czy na pewno lubię to co lubię i czemu to lubię    :Uśmiecha się szeroko:, brak akceptacji siebie, ciągłe pytania czemu taki jestem itp analizowanie i próba zmiany, a może to trochę trzeba potraktować jak przeznaczenie, z jakiegoś powód miałem taki się stać, wszystko jest połączone ze sobą itp i brak wyrażania Siebie przez głupkowate postanowienie z 4kl szkoły podstawowej które brzmiało mniej więcej tak : nie będę mówił swojego zdania wyrażał siebie, tworzył tym samym prowokował do kłótni czy sprzeczki, bitki (miałem takie problemy w dzieciństwie) będę tylko czasem zadawał jakieś pytania, mówił nie wiem. Może nie będę miał wtedy bliskich przyjaciół, ale za to nie będę miał żadnych wrogów już i będę sobie żył spokojnie''

Jeszcze wszystkiego nie wiem i nie umiem wszystkiemu zaradzić i pewnie nigdy tak nie będzie, ale tak to w większości przypadków pomoże akceptacja, albo sam czas pokaże i pozwoli zrozumieć to i owo. Traktuje trochę teraz to wszystko jako przeznaczenie mimo, że tego nie rozumiem, może mieć jakiś sens, dziać się wszystko po coś.

Tylko zaznaczył bym tu jeszcze że uczucia, myśli których nie lubimy, wiemy, że nie są ,,nasze" nie wyrażać, nie być podwładnym ich takim. Robić bardziej nawet przeciwko nim, żeby uczucia podążyły za działaniem i zmieniły się, już były ,, nasze"
Także do końca to nie jest takie proste , nie ma tak, że wszystko wyrażać i działać tak. Trochę więc trzeba się z tym napracować :d
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis damiandamianfb:
  • Ash, anonimowy_kuba
Odpisz
#38
Wyrażać Siebie by problemy nie trwały tyle, by móc otrzymać pomoc kogoś kto to z boku widzi, nie jest tym samym zaślepiony tym co akurat my mamy w głowie, by wyjść szybko z,, błędnego koła" swoich myśli. By być reżyserem własnego życia i przeżyć je jak nam się marzy, podjąć wybory które rzeczywiście chcemy podjąć

Akceptować by się nie dołować, nie obwiniać, by doceniać to kim się jest, by to co postrzegaliśmy jako wady, problemy malało na znaczeniu lub nawet zmieniało się w zalety, a zalety uzewnętrzniały się, przybierały na znaczeniu i siłę. By godzić się czasem z tym czego się nie da zmienić, na co nie mamy wpływu

Działać by w ten sposób powstawały nowe uczucia, emocje - pokarm dla duszy i zatrzymywać tak analizowanie i myślenie bezproduktywne o życiu, by poczuć sens życia czyli odczuwanie go
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis damiandamianfb:
  • Ash
Odpisz
#39
Jeszcze bym powiedział, że to co tu pisałem miało swoje braki.
Jeśli mój stan obecny się utrzyma dłużej to napiszę co mi dodało mocy, szczęścia, w co sam nie wierzyłem i pewnie mało kto stąd.
Odpisz
#40
Pisałem już jak z tego wyjść w moim wątku. Ja nie mam już fobii od pół roku. Do administratorów to jest sekcja pozytywne historie, proszę o przeniesienie tematu.
Odpisz
#41
Na każdego może działać coś innego. Warto podzielić się z innymi jak to było u nas, jest szansa, że im się przyda. Wątpię by był na to tylko jeden sposób.
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!