- Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne + fobia - moje doświadczenia
#1
Bug 
Wiem, że już został stworzony temat o tego typu zaburzeniach, ale tu jednak chciałabym się skupić na nieco innej manifestacji tego problemu.

Ostatnio mam bardzo ciężki okres w swoim życiu głównie pod względem psychicznym. Pewne osoby w takim stanie popadają w depresję, a ja, no cóż... mam tendencję do wzmożonych zachowań obsesyjno-kompulsywnych. Nie są one jakby to ująć "stereotypowe", to znaczy: Większości osób pojawia się obraz osoby, która myje ręce parę razy dziennie,bo panicznie boi się zarazków; pilnuje aby określoną ilość razy wykonać daną czynność, bo może się stać coś tragicznego... Za dzieciaka miałam pewne tego podobne zachowania(np. musiałam kończyć czytanie na pierwszej, ostatniej lub nieparzystej stronie, bo w przeciwnym wypadku następował jakiś taki nieokreślony spadek nastroju i ogólnie czułam się źle. Teraz już tego nie mam. Obecnie chodzi o coś innego. Dążę do "ukształtowania myśli", "normalizacji myśli" jeśli mam lepszy dzień("normalizacja", czyli dążenie do kompulsywnej zmiany negatywnego myślenia, żeby stało się ono neutralne lub pozytywne). W taki sposób wkraczam w polemikę sama ze sobą, ciągle szukam logicznych argumentów, za wszelką cenę szukam tej jednoznacznej odpowiedzi. Jestem tym tak pochłonięta, że żyję w ciągłym stresie ciągle mając z tyłu głowy te przekonania o sobie i bez wytchnienia szukam jasnej odpowiedzi na pytania i nie mogę ich znaleźć i w tym tkwi cały problem...
Pewnie teraz użytkownicy, którzy mnie lepiej znają, wiedzą, jaki rodzaj fobii mam na myśli. Nie chciałam zawrzeć w tytule nazwy tego zaburzenia, bo może osoby z innymi tego typu problemami mają podobnie i będzie im łatwiej się utożsamić z opisem.
Obsesja analizowania lub wręcz przeciwnie unikania danych rytualnych czynności, żeby tylko uzyskać pewien mocno i jednoznacznie ugruntowany obraz samej siebie, unikanie jak ognia pewnych ogólnie akceptowanych społecznie czynności byleby tylko nie odpalić znów łańcucha natrętnego(zwykle negatywnego) głosu w głowie, który każe rozkładać problem na czynniki pierwsze. Niestety, większość ludzi tego nie rozumie... Nie rozumieją, że sytuacja lub czynność, która większości wydaje się być neutralna, u mnie odpala szereg niepotrzebnych myśli i odruchów. Myślę, ze dlatego jest mi gorzej wdrożyć się w grono ludzi, bo... nie są przyzwyczajeni do tego, ze ktoś może myśleć w drastycznie odmienny sposób.
Ostatnio tak bardzo uruchomił się w mojej głowie ten ch%&$ mechanizm, że większość sposobów na radzenie sobie z tym problemem nie skutkowało: Bardzo próbowałam zająć się jakąś inną czynnością, ale to działało na zasadzie "nie myśl o różowym słoniu" - chcąc, czy nie chcąc w głowie automatycznie pojawia się obraz tego zwierzęcia; Starałam się nie kłócić ze sobą używając logicznych argumentów - jednak czynniki zewnętrzne nie dają o sobie zapomnieć; starałam się ograniczać "triggery"(czyli czynności i sytuacji prowokujących obsesyjne myśli), lecz w moim przypadku po prostu nie da się ich totalnie wyeliminować, bo musiałabym cały dzień spędzić zamknięta w czterech ścianach bez dostępu do świata zewnętrznego(tak, od internetu też musiałabym się odciąć i mówię to teraz na poważnie: samo wychodzenie na zewnątrz, do ludzi daje mi impuls do chorobliwego analizowania i porównywania się z innymi)...
Pewnego razu(całkiem niedawno), gdy już miałam tak silny atak, że dosłownie szumiało i dudniło mi w uszach, czułam spięcie w całym ciele, trzęsłam się z zimna i nie docierały już do mnie inne myśli, zaczęłam intensywnie szukać rozwiązania na różnych stronach i znalazłam pewną poradę: zaakceptować obsesyjno-kompulsywne myśli, dopuścić do siebie ewentualność(a nawet pewność - tak jak w moim przypadku), że te katastroficzne wizję, przed którymi mają nas ochronić natrętne myśli i zachowania, rzeczywiście są prawdą i basta. Wtedy popłakałam się, ale przyniosło mi to ulgę i zbędne myśli dały mi spokój - przynajmniej na pewien czas. Bo wiecie co? Zachowania obsesyjno-kompulsywne pochodzą z lęku(a szczególnie u mnie) i potrzeby kontroli czynników, które go wywołują. O tyle gorzej jest tym osobom, które nie mogą realnie wpłynąć na dane czynniki... I to dobija.
Teraz jestem w pewnego rodzaju "zawieszeniu". Pozbyłam się większości "triggerów", walczę(na ten moment odnoszę sukces), żebym nie wróciła do czynności, które prowokują u mnie dane myśli i przede wszystkim przyjęłam do wiadomości i traktuję jako prawdę najgorszy możliwy scenariusz, który stworzył dla mnie mój mózg. Nie powiem, nie czuję się dobrze z takim stanem rzeczy, ale prawdę mówiąc, wszystko jest lepsze niż wyniszczające obsesyjno-kompulsywne myśli. I teraz jest mi z tym wszystkim źle i staram się przyzwyczaić do nowego myślenia, tylko co dalej? "Triggerów" nie mogę się doszczętnie pozbyć, bo większość ludzi traktuje to jako coś normalnego, jako część zdrowego życia społecznego i myślę, że nie wykonując ich mogę prędzej czy później skazać się na banicję, a dodatkowo czasem może wiązać się to z narażeniem na niebezpieczeństwo mojego życia.

Więc zwracam się do Was, moi fobiciele, o pomoc. Czy ktoś może był w podobnej do mnie sytuacji i wie, jak z niej wyjść? Jak sprawić, żeby te "triggery" traktować chociaż w sposób neutralny i jak sprawić, żeby mieć chociaż neutralne przekonania odnośnie pewnych aspektów mojej osoby albo... jak sprawić, żeby afirmować te negatywne? Wyprzedzam pytanie: Leki z grupy SSRI tylko częściowo eliminują mój problem, bo może i trochę uspokajają pewne zachowania, ale myśli pozostają i obraz samej siebie pozostaje wciąż nienaruszony i również nie jestem pewna czy podczas zażywania tych leków coś innego mogło mieć wpływ na "poprawę mojej sytuacji".
A i mała uwaga: Ci którzy wiedzą, o co chodzi i będą mnie przekonywać, ze jest inaczej(szczególnie Ci, którzynie znają mnie na żywo), to pedały(z całym szacunkiem oczywiście - tak tylko sobie żaruję) ; D
A tak na serio to ja sama muszę to poczuć i zobaczyć, a jak pewnie się domyślacie, niesamowicie trudno będzie mi w to uwierzyć...

Pozdrawiam    :Uśmiecha się z humorem:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Ketina:
  • consciousness
Odpisz
#2
Mam podobnie. Nasilone objawy miałem przy nasilonych lękach i depresji. W gorszych momentach dochodziłem nawet do pewnego rodzaju psychoz, paranoi na tym punkcie. Jak już się za mocno upaliłem to była totalna tragedia. Każdą czynność, rozkładam na czynniki pierwsze, we wszystkim upartuję jakiegoś większego sensu, ukrytego dna, korelacji między można by uznać zupełnie obojętnymi względem siebie zjawiskami. Jest to baaardzo męczące, zatracam wszelką radość z poznawania rzeczy, bo wszystko stanowi jakiegoś rodzaju problem do rozwiązania. Często miałem np. tak, że rozmawiając luźno z ludźmi próbowałem przewidywać, jakie następne zdanie wypowiedzą. O zgrozo, często trafiałem i wpadałem w paranoję, czym ja w ogóle jestem, żeby rozkminiać takie rzeczy, kiedy moi rówieśnicy zajmują się cyckami i samochodami. Często mam też tak, że specjalnie zadaję komuś jakieś pytanie, nie po to, żeby się czegoś dowiedzieć ale sprawdzić jak zareaguje, jak poradzi sobie z moim pytaniem, jak reaguje w sytuacjach niespodziewanych. Staram się przestawać to robić, bo czuję się niesprawiedliwie względem moich rozmówców, że wykorzystuję jakieś mechanizmy jego mózgu dla własnych pobudek. Mam nadzieję, że dobrze zrozumiałem Twój problem. Z takich mniejszych kompulsji to u mnie jest normą, że powinno być jak najbardziej symetrycznie, np. przy kasie sklepowej zawsze układam towar tak, żeby było ładnie ułożone.
2+2=4-1 thats 3 QUICK MATHS
Odpisz
#3
(07 Gru 2017, Czw 19:12)Shiro napisał(a): Mam podobnie. Nasilone objawy miałem przy nasilonych lękach i depresji. W gorszych momentach dochodziłem nawet do pewnego rodzaju psychoz, paranoi na tym punkcie. Każdą czynność, rozkładam na czynniki pierwsze, we wszystkim upartuję jakiegoś większego sensu, ukrytego dna, korelacji między można by uznać zupełnie obojętnymi względem siebie zjawiskami.

U mnie również nasila się to wraz z obniżonym nastrojem. Widzę, że nie tylko ja chorobliwie analizuję pewne sytuacje, które są powiązane z moim lękiem.    :Uśmiecha się nerwowo:
Ale w jaki sposób masz świadomość, że są to obojętne względem siebie zjawiska?

Cytat:Jest to baaardzo męczące, zatracam wszelką radość z poznawania rzeczy, bo wszystko stanowi jakiegoś rodzaju problem do rozwiązania.

O, to. To, co dla "normalnych" ludzi stanowi jakiś rodzaj rozrywki lub coś sprawia przyjemność, dla mnie nie stanowi powód do mozolnej i nieprzyjemnej analizy, która zwykle kończy się różnymi formami autoagresji(szczęście w nieszczęściu - nie dochodzi do tej fizycznej formy). Smutne to, ale prawdziwe.    :Smuci się bardzo:



Cytat: Często miałem np. tak, że rozmawiając luźno z ludźmi próbowałem przewidywać, jakie następne zdanie wypowiedzą. O zgrozo, często trafiałem i wpadałem w paranoję, czym ja w ogóle jestem, żeby rozkminiać takie rzeczy, kiedy moi rówieśnicy zajmują się cyckami i samochodami.

Może nie mam tego, co Ty, bo u mnie problem dotyczy dysmorfofobii tzn. gdy jestem wśród ludzi to chorobliwie analizuję ich twarze. Nie, nie analizuję twarzy wyłącznie jakichś modelek na zdjęciach z milionem filtrów, tylko przyglądam się osobom na ulicy, w tramwaju, na uczelni i czuję przymus rozkładania na czynniki pierwsze cech wyglądu, mierzenia proporcji itp. i dochodzę do, no prawdę mówiąc, przykrych wniosków, teraz już za każdym razem, każdy człowiek u mnie powoduje następujące spostrzeżenia: wyglądam najgorzej, mam jakąś po#@##ny zmiennokształtny ryj, czuję się jak kosmita z wyglądu wśród ludzi i dlatego każdy normals traktuje mnie w dziwny sposób. Też zadaję sobie pytanie, a właściwie nie zadaje pytania, tylko takie mam przekonanie, ze fajnie mają osoby, które tym się nie przejmują, bo faktem jest również to, że normalnie wyglądają.    :Uśmiecha się: Tylko ja nie...

Cytat: Staram się przestawać to robić, bo czuję się niesprawiedliwie względem moich rozmówców, że wykorzystuję jakieś mechanizmy jego mózgu dla własnych pobudek.

Rozumiem. Również mam podobne odczucia odnośnie tego, ale nie potrafię tego powstrzymać.    :Płacze:
Obecnie szukam rozwiązania

A jak sobie radzisz z takimi myślami? Czy Twoje zachowanie zauważyli Twoi najbliżsi? Jak na to reagują?

Bo moja mama zorientowała się, że coś jest nie tak. Przede wszystkim poprzez fakt, iż od jakiegoś dłuższego czasu wychodzę z domu bez makijażu. Już mnie nawet opie$@# za to, że wychodzę w weekendy w ogóle nieumalowana, że tak nie można i w ogóle.    :Śmieje się z jęzorem:
Również mi truje dupę ciągłymi tekstami o tym, że jednak jestem ekhm..., no, nie wierzę w to i ona chyba nie ma pojęcia, że takie zachowanie przynosi odwrotny skutek...
Odpisz
#4
Cieżko mi teraz dać przykład tych obojętnych zjawisk ale to bywają naprawdę głubie rzeczy.

Co do dysmorfofobii to mam identycznie. Zawsze przyglądam się ludziom i jakoś próbuję ocenić ich wygląd, w najgorszych przypadkach dałbym jakieś osobie 5/10, nie wiem, za samo bycie. U siebie widzę same wady i zawsze mam wrażenie, że ludzie w codziennych sytuacjach gorzej mnie przez to traktują nie biorąc pod uwagę, że mogą mieć zły dzień albo zły charakter. Jak ktoś jest dla mnie miły i uprzejmy to tylko czekam aż powie "Jezu, ale Ty masz szpetną mordę", jakbym szukał jakiegoś usprawiedliwienia. Każdy chłopak jakiego widzę wydaje się atrakcyjnieszy ode mnie a każda kobieta poza zasięgiem, żeby w ogóle podejść i spróbować pokazać jej, jaki jestem z charakteru.

Ludzie raczej tego nie widzą, bo te bardziej poronione pomysły staram się zachować dla siebie, jeśli nie wydają się zabawne. Jakoś sobie już z tym radzę. Znalazłem kilka osób, które akceptują mnie takim, jakim jestem i już nie muszę się tak bardzo martwić    :Uśmiecha się:
2+2=4-1 thats 3 QUICK MATHS
Odpisz
#5
Ogólnie ja też mam często wrażenie, że wyglądam jak kosmita. Może nawet pochodzimy z tej samej galaktyki    :Uśmiecha się puszczając oko:
2+2=4-1 thats 3 QUICK MATHS
Odpisz
#6
(08 Gru 2017, Pią 18:59)Shiro napisał(a): Cieżko mi teraz dać przykład tych obojętnych zjawisk ale to bywają naprawdę głubie rzeczy.

Co do dysmorfofobii to mam identycznie. Zawsze przyglądam się ludziom i jakoś próbuję ocenić ich wygląd, w najgorszych przypadkach dałbym jakieś osobie 5/10, nie wiem, za samo bycie.

Łączę się z Tobą w trudach. <3
5/10 to całkiem nieźle, ja bym wyszła na minusie u siebie, ale no wiadomo u każdego skala znaczy coś innego. XP

Cytat: U siebie widzę same wady i zawsze mam wrażenie, że ludzie w codziennych sytuacjach gorzej mnie przez to traktują nie biorąc pod uwagę, że mogą mieć zły dzień albo zły charakter. Jak ktoś jest dla mnie miły i uprzejmy to tylko czekam aż powie "Jezu, ale Ty masz szpetną mordę", jakbym szukał jakiegoś usprawiedliwienia.

Mi zawsze siedzi gdzieś z tyłu głowy, że właśnie widzą mnie w całej okazałości i dlatego zachowują się wobec mnie tak, a nie inaczej...
I wiesz... Ja chciałabym, żeby ktoś mi to w końcu powiedział prosto w twarz, bo ta niepewność mnie dobija. Szczerze to nie wiem, jak wyglądam, bo moja twarz wydaje się drastycznie inna w różnych warunkach i nie potrafię stworzyć jakiegoś stałego obrazu samej siebie. Tak, jak tworzę ogólny obraz innych, tak samej siebie nie potrafię.

Cytat:Każdy chłopak jakiego widzę wydaje się atrakcyjnieszy ode mnie a każda kobieta poza zasięgiem, żeby w ogóle podejść i spróbować pokazać jej, jaki jestem z charakteru.

Ja mam tak samo, tylko że na odwrót + kobiety poza zasięgiem(bowiem jeżych bi), więc doskonale Cię rozumiem i wiem, jak to boli. Nawet boję się zagadać do kogoś w pewien wiadomy sposób i trudno jest mi się otworzyć w ramach nawiązania bliższej znajomości, bo z góry zakładam, że ktoś pomyśli sobie coś podobnego: "Heh, skoro tak się przystawia, to pewnie łatwo będzie ją wykorzystać tylko i wyłącznie na jeden raz i to z torbą na głowie, bo przecież posiadam cały tabun lepszych, atrakcyjniejszych potencjalnych partnerek, które nadają się do stałego związku. Także będę stwarzać pozory, że szczerze mi się podoba, to wtedy łatwiej będzie mi ją zaliczyć."
Także współczuję Ci, nie ma łatwo. <3
(08 Gru 2017, Pią 23:20)Shiro napisał(a): Ogólnie ja też mam często wrażenie, że wyglądam jak kosmita. Może nawet pochodzimy z tej samej galaktyki    :Uśmiecha się puszczając oko:

Hehe, trzeba na żywo sprawdzić.    :Wystawia język i opuszcza oko:
Już prawdopodobnie oboje oddychamy tlenem, mamy dwie pary kończyn i mówimy językiem ziemskim - to już coś. XD

Na ten moment też nie wiem, jak Ci skutecznie pomóc. Sama szukam rozwiązania i jak znajdę, to dam Ci znać. Wiem jedno: OCD nie jest prostą - chory często doświadcza zarówno mocnych popraw swojego stanu jak i mocnych upadków. Nie jest to łatwe, ake z tym trzeba się liczyć.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Ketina:
  • Shiro
Odpisz
#7
(08 Gru 2017, Pią 18:47)Ketina napisał(a): każdy człowiek u mnie powoduje następujące spostrzeżenia: wyglądam najgorzej, mam jakąś po#@##ny zmiennokształtny ryj, czuję się jak kosmita z wyglądu wśród ludzi

Nie dziwię się, skoro mieszkasz w Polsce. Tam naprawdę dbanie o wygląd jest przesadne, tak jak chowanie się w norze gdy się do tego poziomu przeciętnego wyglądu nie pasuje.
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

Odpisz
#8
(10 Gru 2017, Nie 22:02)dziewczyna z naprzeciwka napisał(a):
(08 Gru 2017, Pią 18:47)Ketina napisał(a): każdy człowiek u mnie powoduje następujące spostrzeżenia: wyglądam najgorzej, mam jakąś po#@##ny zmiennokształtny ryj, czuję się jak kosmita z wyglądu wśród ludzi

Nie dziwię się, skoro mieszkasz w Polsce. Tam naprawdę dbanie o wygląd jest przesadne, tak jak chowanie się w norze gdy się do tego poziomu przeciętnego wyglądu nie pasuje.

Mnie się wydaje, a nawet mam pewność, że to nie o to chodzi. Możesz być mega ładną dziewczyną, mega zadbaną, a poczucie, że źle wyglądasz będzie Ci towarzyszyć wśród ludzi nawet gorzej od Ciebie wyglądających czy zaniedbanych. Bo nie o dbanie o wygląd chodzi, nie o dopasowanie się tym wyglądem do reszty ludzi, a o męczące przeświadczenie, że coś z Tobą jest nie tak. Patrzysz na drugiego człowieka i zawsze widzisz, że wygląda dobrze, wszystko z nim okej, a kiedy pomyślisz o Sobie, nawet nie popatrzysz do lustra, ale pomyślisz i wyobrazisz sobie Siebie, to w głowie widzisz...no właśnie, co? Ja stojąc wśród ludzi, obserwując ich jak wyglądają, mam wrażenie, że kiedy patrzą na mnie to widzą tylko te "brzydkie" cechy wyglądu. Ktoś powie, kompleksy, ale to też nie to...Tu nie chodzi tylko o duży nos czy odstające uszy, tu chodzi o pokazujący się w głowie obraz odpychającej wałsnej twarzy z przekonaniem, że właśnie każdy tak nas widzi. Mogę stać przed lustrem godzinę nim wyjdę i utrwalać sobie najlepszy obraz siebie, ale on później dziwnie się deformuje, tak jakbyś patrzyła w krzywe lustro w wesołym miasteczku.
Kupa.........
:Cebulak - Otchłań: :Cebulak - Porzucony:
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Dziwna:
  • Fabiana, Ketina
Odpisz
#9
(11 Gru 2017, Pon 16:54)Dziwna napisał(a): Możesz być mega ładną dziewczyną, mega zadbaną, a poczucie, że źle wyglądasz będzie Ci towarzyszyć wśród ludzi nawet gorzej od Ciebie wyglądających czy zaniedbanych.

Nie wykluczam, że u niektórych może tak być. Ale spróbuj znaleźć się w otoczeniu osób, z których już na pierwszy rzut oka większość jest brzydka, niegustownie ubrana, zaniedbana - jednym słowem w porównaniu wypadasz zawsze na plus, i po kilku miesiącach ciągłych takich doświadczeń z ludźmi powiedz, czy nadal odczuwasz tę gorszość.
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

Odpisz
#10
(12 Gru 2017, Wto 0:24)dziewczyna z naprzeciwka napisał(a):
(11 Gru 2017, Pon 16:54)Dziwna napisał(a): Możesz być mega ładną dziewczyną, mega zadbaną, a poczucie, że źle wyglądasz będzie Ci towarzyszyć wśród ludzi nawet gorzej od Ciebie wyglądających czy zaniedbanych.

Nie wykluczam, że u niektórych może tak być. Ale spróbuj znaleźć się w otoczeniu osób, z których już na pierwszy rzut oka większość jest brzydka, niegustownie ubrana, zaniedbana - jednym słowem w porównaniu wypadasz zawsze na plus, i po kilku miesiącach ciągłych takich doświadczeń z ludźmi powiedz, czy nadal odczuwasz tę gorszość.

Z tym, że nie da się przebywać w jednym towarzystwie kilka miesięcy nie mając porównania z innymi, to po pierwsze. Po drugie, prędzej zrównasz się wartością z "tymi" źle wyglądającymi i nadal będziesz uważać swoje.

Nie da się zaburzenia polegającego na złym postrzeganiu siebie wyleczyć poprzez zaniżanie wartości innych ludzi. Najlepszymi dowodami na to są ludzie którzy mając jakiś kompleks dogadują drugiej osobie, ich to nie leczy, to daje tylko złudne poczucie chwilowego poczucia się lepszymi.

Zresztą na swoim przykładzie wiem, że znaleźć na ulicy człowieka do którego mogłabym się chociaż próbować porównać jest niemal niemożliwe, bo ZAWSZE każdy wygląda lepiej. Mogę czuć się tego dnia świetnie, ubrać naprawdę fajnie, ale wynik porównania zawsze będzie na minus...Chyba niemożliwe jest zrozumienie problemu kiedy się go nie doznaje w tym akurat przypadku.

Dysmorfofobia o której Ketina pisze, to nie problem pokroju, 'o rany wyglądam dziś źle znów mi się cera pogorszyła', to coś znacznie gorszego. Tak jak napisałam wcześniej:

"Bo nie o dbanie o wygląd chodzi, nie o dopasowanie się tym wyglądem do reszty ludzi, a o męczące przeświadczenie, że coś z Tobą jest nie tak. "
Kupa.........
:Cebulak - Otchłań: :Cebulak - Porzucony:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Dziwna:
  • Ketina
Odpisz
#11
(12 Gru 2017, Wto 17:42)Dziwna napisał(a): Z tym, że nie da się przebywać w jednym towarzystwie kilka miesięcy nie mając porównania z innymi

Ale ja nie mówię o jednym towarzystwie, tylko o różnych. O miesiącach ciągłych takich doświadczeń, w których trafiasz do towarzystw, gdzie jesteś w tych "najlepszych" 5%.

(12 Gru 2017, Wto 17:42)Dziwna napisał(a): Po drugie, prędzej zrównasz się wartością z "tymi" źle wyglądającymi i nadal będziesz uważać swoje.

Nie rozumiem co znaczy "zrównać się wartością".

(12 Gru 2017, Wto 17:42)Dziwna napisał(a): poprzez zaniżanie wartości innych ludzi

No właśnie zupełnie nie o to chodzi. Po prostu widząc, że niemal wszyscy są mniej zadbani i brzydsi od Ciebie, uświadamiasz sobie, że to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. To, że jesteś ładniejsza i lepiej ubrana nie daje Ci wśród nich żadnego przywileju, żadnych bonusów, bo – i tutaj niespodzianka – oni nie mają kompleksów na punkcie swojej brzydoty czy braku stylu. I traktują Cię po prostu normalnie. Jedyna różnica polega na tym, że Ty przestajesz traktować samą siebie jako gorszą.

(12 Gru 2017, Wto 17:42)Dziwna napisał(a): Zresztą na swoim przykładzie wiem, że znaleźć na ulicy człowieka do którego mogłabym się chociaż próbować porównać jest niemal niemożliwe, bo ZAWSZE każdy wygląda lepiej.

Pomarszczona menelka z wielkim czerwonym nosem, żebrząca pod Biedronką na następną flaszkę też?
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

Odpisz
#12
Cytat:Dziwna napisał(a):
Z tym, że nie da się przebywać w jednym towarzystwie kilka miesięcy nie mając porównania z innymi

Ale ja nie mówię o jednym towarzystwie, tylko o różnych. O miesiącach ciągłych takich doświadczeń, w których trafiasz do towarzystw, gdzie jesteś w tych "najlepszych" 5%.

To teraz jak zawsze trafić do tych najlepszych 5%? Wybierać towarzystwo pod względem atrakcyjności? Jeśli czuje się jak gówno w kontaktach z innymi to chyba raczej ciężko będzie wbić się gdzieś do najlepszej pod grupki.

Cytat:Dziwna napisał(a):
Po drugie, prędzej zrównasz się wartością z "tymi" źle wyglądającymi i nadal będziesz uważać swoje.

Nie rozumiem co znaczy "zrównać się wartością".

Jeśli masz kompleksy, wiesz, że źle wyglądasz to nie uleczy Cię przebywanie z ludźmi gorzej wyglądającymi, bo raczej żeby się nie wybijać na ich tle i zwracać na siebie uwagi, zaczniesz obnosić się tak jak oni, zresztą:

Cytat:To, że jesteś ładniejsza i lepiej ubrana nie daje Ci wśród nich żadnego przywileju, żadnych bonusów, bo – i tutaj niespodzianka – oni nie mają kompleksów na punkcie swojej brzydoty czy braku stylu. I traktują Cię po prostu normalnie. Jedyna różnica polega na tym, że Ty przestajesz traktować samą siebie jako gorszą.

Nie, nie przestaniesz od tak traktować siebie samej lepiej. Jeżeli w wieku nastoletnim narosło w kimś przekonanie, że jest gorszy, to mimo, że ludzie traktują go "normalnie"(cokolwiek to znaczy, zakładam, że się nie przypieprzają, np. do wyglądu), w wieku dorosłym, to samouleczenie nie nastąpi, ot tak bo ktoś powie ładnie wyglądasz. TO JEST PROBLEM PSYCHOLOGICZNY, nie powierzchowne marudzenie kobiety szukającej atencji. Bo idąc tym tokiem to pewnie nie byłoby dorosłych ludzi z kompleksami.

*

Jeszcze to, chociaż tutaj nie wiem czy nie żartujesz :

Cytat:Dziwna napisał(a):
Zresztą na swoim przykładzie wiem, że znaleźć na ulicy człowieka do którego mogłabym się chociaż próbować porównać jest niemal niemożliwe, bo ZAWSZE każdy wygląda lepiej.

Pomarszczona menelka z wielkim czerwonym nosem, żebrząca pod Biedronką na następną flaszkę też?

Rozumiem, że lekarstwem na kompleksy ludzi wszelkiej maści miałoby być porównywanie się np. do bezdomnych? Mam sobie poprawić humor i podnieść samoocenę bo, wyglądam lepiej niż żul z spod sklepu?

Mnie się wydaje, że jako 28 letnia kobieta porównuje się do ludzi w swoim przedziale wiekowym, np. 20-35 lat, że podnosi się w górę, nie patrzy w dół. Chyba wiadome, że nie porównuje się na ulicy do emerytów ciesząc się, że mam mniej zmarszczek. To jak leczenie anoreksji poprzez wyśmiewanie otyłych, patrz jakie grubasy przestań się odchudzać, i że niby to ma zadziałać.
Kupa.........
:Cebulak - Otchłań: :Cebulak - Porzucony:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Dziwna:
  • Ketina
Odpisz
#13
(15 Gru 2017, Pią 11:56)Dziwna napisał(a): To teraz jak zawsze trafić do tych najlepszych 5%?

Jak już nie raz pisałam, proponuję Niemcy, ale nie wiem jak sytuacja wygląda, na cięższe przypadki polecam Afrykę, tam zawsze będziesz najładniejsza.

(15 Gru 2017, Pią 11:56)Dziwna napisał(a): Nie, nie przestaniesz od tak traktować siebie samej lepiej.

Teoretyzujesz sobie tylko. Spróbuj.

(15 Gru 2017, Pią 11:56)Dziwna napisał(a): Rozumiem, że lekarstwem na kompleksy ludzi wszelkiej maści miałoby być porównywanie się np. do bezdomnych?

Problemem ludzi o których piszesz jest to, że porównują się właśnie tylko z tymi "najlepszymi". Wynika to zdaje się z tego, że w gruncie rzeczy uważają się za lepszych i dlatego stosują wobec siebie tak wysokie standardy. Jeżeli już się porównywać to dlaczego tylko do tych, a nie do wszystkich? Zamiast gardzić tymi "na dole" "hierarchii", lepiej uznać, zgodnie z rzeczywistością zresztą, że wszyscy jesteśmy równi. Jedyne co może nas czynić lepszymi lub gorszymi, to to co mamy w głowie i w sercu.
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

Odpisz
#14
http://joemonster.org/art/41682/Od_wscie...elli_Lewis
2+2=4-1 thats 3 QUICK MATHS
Odpisz
#15
(11 Gru 2017, Pon 16:54)Dziwna napisał(a): Mnie się wydaje, a nawet mam pewność, że to nie o to chodzi. Możesz być mega ładną dziewczyną, mega zadbaną, a poczucie, że źle wyglądasz będzie Ci towarzyszyć wśród ludzi nawet gorzej od Ciebie wyglądających czy zaniedbanych. Bo nie o dbanie o wygląd chodzi, nie o dopasowanie się tym wyglądem do reszty ludzi, a o męczące przeświadczenie, że coś z Tobą jest nie tak. Patrzysz na drugiego człowieka i zawsze widzisz, że wygląda dobrze, wszystko z nim okej, a kiedy pomyślisz o Sobie, nawet nie popatrzysz do lustra, ale pomyślisz i wyobrazisz sobie Siebie, to w głowie widzisz...no właśnie, co? Ja stojąc wśród ludzi, obserwując ich jak wyglądają, mam wrażenie, że kiedy patrzą na mnie to widzą tylko te "brzydkie" cechy wyglądu. Ktoś powie, kompleksy, ale to też nie to...Tu nie chodzi tylko o duży nos czy odstające uszy, tu chodzi o pokazujący się w głowie obraz odpychającej wałsnej twarzy z przekonaniem, że właśnie każdy tak nas widzi. Mogę stać przed lustrem godzinę nim wyjdę i utrwalać sobie najlepszy obraz siebie, ale on później dziwnie się deformuje, tak jakbyś patrzyła w krzywe lustro w wesołym miasteczku.

To niesamowite uczucie znaleźć kogoś, kto mnie rozumie tak jak Ty, @Dziwna‍. <3
I z tym podkreślonym tekstem bardzo się zgadzam, bo sama tego doświadczam. W zależności od tego jak długo nie widzę siebie, mój obraz samej siebie w głowie ulega zmianie. Po długim czasie nieoglądania się w lustrze często mam dysonans poznawczy, bo zawsze wydaje mi się, ze zupełnie inaczej wyglądam.
No i właśnie to poczucie, że coś musi być ze mną nie tak...


(12 Gru 2017, Wto 17:42)Dziwna napisał(a):
(12 Gru 2017, Wto 0:24)dziewczyna z naprzeciwka napisał(a):
(11 Gru 2017, Pon 16:54)Dziwna napisał(a): Możesz być mega ładną dziewczyną, mega zadbaną, a poczucie, że źle wyglądasz będzie Ci towarzyszyć wśród ludzi nawet gorzej od Ciebie wyglądających czy zaniedbanych.

Nie wykluczam, że u niektórych może tak być. Ale spróbuj znaleźć się w otoczeniu osób, z których już na pierwszy rzut oka większość jest brzydka, niegustownie ubrana, zaniedbana - jednym słowem w porównaniu wypadasz zawsze na plus, i po kilku miesiącach ciągłych takich doświadczeń z ludźmi powiedz, czy nadal odczuwasz tę gorszość.

Z tym, że nie da się przebywać w jednym towarzystwie kilka miesięcy nie mając porównania z innymi, to po pierwsze. Po drugie, prędzej zrównasz się wartością z "tymi" źle wyglądającymi i nadal będziesz uważać swoje.

Nie da się zaburzenia polegającego na złym postrzeganiu siebie wyleczyć poprzez zaniżanie wartości innych ludzi. Najlepszymi dowodami na to są ludzie którzy mając jakiś kompleks dogadują drugiej osobie, ich to nie leczy, to daje tylko złudne poczucie chwilowego poczucia się lepszymi.

Zresztą na swoim przykładzie wiem, że znaleźć na ulicy człowieka do którego mogłabym się chociaż próbować porównać jest niemal niemożliwe, bo ZAWSZE każdy wygląda lepiej. Mogę czuć się tego dnia świetnie, ubrać naprawdę fajnie, ale wynik porównania zawsze będzie na minus...Chyba niemożliwe jest zrozumienie problemu kiedy się go nie doznaje w tym akurat przypadku.

No nie da się, masz rację. Przecież przebywanie z ludźmi nie polega na zwracaniu uwagi na osoby tylko z grupy. A co z przypadkowymi osobami, które przechodzą obok Ciebie na ulicy? One też się liczą, a przecież nie będzie się udawać, że one nie istnieją, bo dla innych ludzi są jak najbardziej realne i osiągalne.    :Uśmiecha się nerwowo:

Również masz rację z tym, że nic nie da ani zaniżanie wartości innych ludzi ani uprzykrzanie im życia w jakikolwiek sposób. Bo co? Przecież w magiczny sposób poprzez zaniżanie wartości nie zmienią się rysy twarzy, oczy nie staną się mniejsze, a twarz niesymetryczna itp. XD

Cytat:Dysmorfofobia o której Ketina pisze, to nie problem pokroju, 'o rany wyglądam dziś źle znów mi się cera pogorszyła', to coś znacznie gorszego. Tak jak napisałam wcześniej:

"Bo nie o dbanie o wygląd chodzi, nie o dopasowanie się tym wyglądem do reszty ludzi, a o męczące przeświadczenie, że coś z Tobą jest nie tak. "

Według mnie to trzeba oprawić w ramkę i pokazywać każdemu, komu się wydaje, że osoba cierpiąca na dysmorfofobię robi z igły widły lub szuka atencji. Właśnie to działa na tej zasadzie, którą opisałaś.

(14 Gru 2017, Czw 23:31)dziewczyna z naprzeciwka napisał(a): No właśnie zupełnie nie o to chodzi. Po prostu widząc, że niemal wszyscy są mniej zadbani i brzydsi od Ciebie, uświadamiasz sobie, że to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. To, że jesteś ładniejsza i lepiej ubrana nie daje Ci wśród nich żadnego przywileju, żadnych bonusów, bo – i tutaj niespodzianka – oni nie mają kompleksów na punkcie swojej brzydoty czy braku stylu. I traktują Cię po prostu normalnie. Jedyna różnica polega na tym, że Ty przestajesz traktować samą siebie jako gorszą.

Zupełnie nie rozumiesz tego problemu.

(15 Gru 2017, Pią 11:56)Dziwna napisał(a): To teraz jak zawsze trafić do tych najlepszych 5%? Wybierać towarzystwo pod względem atrakcyjności? Jeśli czuje się jak gówno w kontaktach z innymi to chyba raczej ciężko będzie wbić się gdzieś do najlepszej pod grupki.

O. Nie da się wybrać towarzystwa pod względem atrakcyjności, bo 1. Byłoby to strasznie płytkie i zupełnie nieefektywne. 2. Jak nie masz umiejętności społecznych, to po prostu egzystujesz w grupie, w którą jakimś cudem udało Ci się wejść i tylko modlisz się, żeby Cię z niej nie wywalono. XD



Cytat:Jeśli masz kompleksy, wiesz, że źle wyglądasz to nie uleczy Cię przebywanie z ludźmi gorzej wyglądającymi, bo raczej żeby się nie wybijać na ich tle i zwracać na siebie uwagi, zaczniesz obnosić się tak jak oni, zresztą:

Cytat:To, że jesteś ładniejsza i lepiej ubrana nie daje Ci wśród nich żadnego przywileju, żadnych bonusów, bo – i tutaj niespodzianka – oni nie mają kompleksów na punkcie swojej brzydoty czy braku stylu. I traktują Cię po prostu normalnie. Jedyna różnica polega na tym, że Ty przestajesz traktować samą siebie jako gorszą.

Nie, nie przestaniesz od tak traktować siebie samej lepiej. Jeżeli w wieku nastoletnim narosło w kimś przekonanie, że jest gorszy, to mimo, że ludzie traktują go "normalnie"(cokolwiek to znaczy, zakładam, że się nie przypieprzają, np. do wyglądu), w wieku dorosłym, to samouleczenie nie nastąpi, ot tak bo ktoś powie ładnie wyglądasz. TO JEST PROBLEM PSYCHOLOGICZNY, nie powierzchowne marudzenie kobiety szukającej atencji. Bo idąc tym tokiem to pewnie nie byłoby dorosłych ludzi z kompleksami.

<3
Zawsze mam wrażenie, że jak ktoś mówi, że jestem ładna, to tylko dlatego, żeby nie było mi przykro, nabija się ze mnie, albo chce coś osiągnąć itp. No po prostu nie wierzę i tyle, bo jak jak wspomniano: wcześniej nikt nie dał mi tego odczuć, więc czemu teraz miałoby tak być? No i też pewne czynniki np. rozmowy z bliskimi osobami albo ze znajomymi i ich pogląd na to, co uznaje się za atrakcyjne i to, że np. wyznają Ci, że nawet nie chcieliby zaznajomić się(w celu spróbowania, czy nadaje się jako materiał na dziewczynę) z ciekawą, mądrą osobą, tylko dlatego, że z ryja nie ma co najmniej 8/10 i wymienia, co takiego czyni, że uznaje ją za tak atrakcyjną kobietę i potem widzi się u siebie, że dużo brakuje(bo wszakże posiada się oczy, co nie?), a dodatkowo jest to poparte feedbackiem od społeczeństwa(a raczej o jego braku), a wiadomo, jaki feedback dostają atrakcyjni ludzie, bo już trochę funkcjonuje się wśród ludzi i widzi się porównanie, jak pewne osoby traktują brzydkie osoby, a jak te piękne... I w taki sposób dochodzi się do wniosku, że jest się gównem wśród ludzi i nie masz szansy na nic.


(15 Gru 2017, Pią 14:53)dziewczyna z naprzeciwka napisał(a):
(15 Gru 2017, Pią 11:56)Dziwna napisał(a): Rozumiem, że lekarstwem na kompleksy ludzi wszelkiej maści miałoby być porównywanie się np. do bezdomnych?

Problemem ludzi o których piszesz jest to, że porównują się właśnie tylko z tymi "najlepszymi". Wynika to zdaje się z tego, że w gruncie rzeczy uważają się za lepszych i dlatego stosują wobec siebie tak wysokie standardy. Jeżeli już się porównywać to dlaczego tylko do tych, a nie do wszystkich? Zamiast gardzić tymi "na dole" "hierarchii", lepiej uznać, zgodnie z rzeczywistością zresztą, że wszyscy jesteśmy równi. Jedyne co może nas czynić lepszymi lub gorszymi, to to co mamy w głowie i w sercu.

XDDD

Może podam analogiczny przykład:
Jesteś ubogim człowiekiem. Nie starcza Ci na prąd, na ciepłą wodę ani na jedzenie w mieszkaniu. Widzisz również średniozamożnych ludzi, którym starcza na te wszystkie trzy rzeczy. No i Ci średniozamożni żyją sobie w dostatku, a Tobie ciągle burczy w brzuchu i jest Ci ciągle zimno, bo nie masz ani ogrzewania w domu ani pokarmu, który jest potrzebny do normalnego funkcjonowania organizmu. I widzisz to i masz świadomość tego, że tamci żyją lepiej i jest Ci smutno.

No i tak to wygląda z atrakcyjnością. Teraz upraszczam i nie biorę pod uwagę innych czynników, ale ogólnie to: Ładni ludzie dostają uwagę, nie traktuje ich się jak powietrze, jest się dla nich podświadomie miłym, mają do kogo się przytulić w samotny wieczór, ma kto im powiedzieć, że są ważni, nie tylko na jedną noc, jest zawsze ktoś, kto szczerze chce troszczyć się o nich, bo... ludzie w pewnym sensie są powierzchownymi istotami i na pewnym etapie życia czasami nie wystarcza wyłącznie miłość, którą dostaje od rodziny i bliskich. Czasami potrzeba wypełnić pustkę i zdaje się, że jednym z głównych czynników, które jest w stanie to zagwarantować jest właśnie wygląd.

No i takie jest myślenie i tak jak @Dziwna zdaje się rozumieć całą sprawę, tak @dziewczyna z naprzeciwka nie do końca chyba łapie, o co w tym chodzi...
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Ketina:
  • Dziwna
Odpisz
#16
(15 Gru 2017, Pią 20:29)Ketina napisał(a): Zupełnie nie rozumiesz tego problemu.

Heh. Też tak kiedyś myślałam jak wy. Może to dobrze, że już tego problemu nie rozumiem. Obecnie kwestie wyglądu interesują mnie tylko w tych kontekstach, w których mają znaczenie, np. zwiększania swoich szans w doborze odpowiedniego partnera. Ale to tylko jedna z wielu dziedzin życia i na pewno nie najważniejsza.
Z drugiej strony, zarówno Ty jak i Dziwna zupełnie nie rozumiecie o czym ja piszę, to co cytujecie z moich wypowiedzi nie ma wielkiego powiązania z tym co pod tymi cytatami odpowiadacie, stąd wnioskuję, że wasze myśli wiodą zupełnie innymi ścieżkami w tym aspekcie. Pytanie który tok myślenia jest korzystniejszy.
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

Odpisz
#17
Cytat:zupełnie nie rozumiecie o czym ja piszę, to co cytujecie z moich wypowiedzi nie ma wielkiego powiązania z tym co pod tymi cytatami odpowiadacie

Ja odpowiadam w sposób jaki to czuje, staram się to opisać, właśnie, żeby to wytłumaczyć postronnym jak i sobie pomóc zrozumieć problem, bo temu, myślę, służy to forum, szkoda, że:

Cytat:Też tak kiedyś myślałam jak wy. Może to dobrze, że już tego problemu nie rozumiem.

...nie wiem jak można coś przeżyć i nie rozumieć.
Kupa.........
:Cebulak - Otchłań: :Cebulak - Porzucony:
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Dziwna:
  • Ketina
Odpisz
#18
(16 Gru 2017, Sob 14:42)Dziwna napisał(a): nie wiem jak można coś przeżyć i nie rozumieć.

No właśnie można. Życie toczy się dalej i zapominanie jest naturalnym procesem, który zachodzi jeśli nie blokujemy go poprzez trzymanie się na siłę wspomnień, tego co było. Kiedy odpuścimy sobie przywiązanie do pewnego obrazu, wizji siebie, mamy wolność wyboru. Dziś jestem taka, ale daję sobie przyzwolenie by jutro być jaka tylko zechcę, choćby to się z dzisiejszą mną kłóciło. Nie muszę taszczyć ze sobą całego życiowego bagażu do końca moich dni. Niektóre doświadczenia owszem, warto pamiętać, by nie wpakować się na minę, by nie powtarzać błędów, ale jeśli coś było nieużyteczne, to po cóż o tym pamiętać?
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

Odpisz
#19
(23 Gru 2017, Sob 1:31)dziewczyna z naprzeciwka napisał(a):
(16 Gru 2017, Sob 14:42)Dziwna napisał(a): nie wiem jak można coś przeżyć i nie rozumieć.

No właśnie można. Życie toczy się dalej i zapominanie jest naturalnym procesem, który zachodzi jeśli nie blokujemy go poprzez trzymanie się na siłę wspomnień, tego co było. Kiedy odpuścimy sobie przywiązanie do pewnego obrazu, wizji siebie, mamy wolność wyboru. Dziś jestem taka, ale daję sobie przyzwolenie by jutro być jaka tylko zechcę, choćby to się z dzisiejszą mną kłóciło. Nie muszę taszczyć ze sobą całego życiowego bagażu do końca moich dni. Niektóre doświadczenia owszem, warto pamiętać, by nie wpakować się na minę, by nie powtarzać błędów, ale jeśli coś było nieużyteczne, to po cóż o tym pamiętać?

Ty chyba nadal mówisz o kompleksach z których po prostu wyrosłaś, niczym więcej. Bo np. jak człowiek był otyły i schudnie, to będzie nadal pamiętał jak to było i rozumiał osoby które się z tym zmagają. Sam już taki nie jest, nie czuje bólu kolan, ale pamięta jaki ten ból był mimo, że jest już szczupły. Przecież z utratą kilogramów nie zaciera się pamięć o odczuciach jakie towarzyszyły otyłości, o duszności, braku siły czy wstydzie. Jeśli ktoś kto bardzo schudł, powie mi, że nie pamięta, jak to było kiedy byl otyły, to mu po prostu nie uwierzę, że taki był, no bo jak? Byłem, ale nie pamiętam jak to było? Powie mi, że mimo iż sam był chorobliwie gruby, to nie rozumie ludzi którzy się z tym zmagają? Czego nie rozumie? Był taki sam, zmagał się z tym samym i po prostu zapomniał? To by mi wyglądało na poważne problemy z pamięcią albo, uważanie się za kogoś lepszego, no bo ja już taki nie jestem, więc nie będę się dzielił radami czy wspomnieniami z innymi.

To co Ty opisujesz, to nie jest proces zapominania, tylko wypierania. Wyrywanie kawałka życia, mówiąc sobie, - mnie to nigdy nie spotkało, ja taki nie byłem, ja nie wiem o co chodzi, nie chcę rozumieć, pamiętać. Bardzo wygodne, bo wtedy nikt nie zadaje pytań, jak to było być taką osobą.
Kupa.........
:Cebulak - Otchłań: :Cebulak - Porzucony:
Odpisz
#20
(23 Gru 2017, Sob 19:06)Dziwna napisał(a): ja już taki nie jestem, więc nie będę się dzielił radami

Jak widzisz, ja właśnie dzielę się radami na każdym kroku. Może lepiej korzystać, niż na siłę kwestionować    :Uśmiecha się:

(23 Gru 2017, Sob 19:06)Dziwna napisał(a): To co Ty opisujesz, to nie jest proces zapominania, tylko wypierania. Wyrywanie kawałka życia, mówiąc sobie, - mnie to nigdy nie spotkało, ja taki nie byłem

Zdecydowanie się mylisz. Właśnie dzięki zaakceptowaniu, że coś było, możemy teraz pójść inną drogą - bo widzimy, o, tamta ścieżka, już nią szedłem, już więcej tam nie pójdę - mimo że inni ochoczo podążają. Ale my już tam byliśmy i tam nie ma nic dobrego, więc nie rozumiemy tych, którzy tam pędzą.
Here I stand. I cannot do otherwise.

Anatomy is destiny.

https://phobiasocialis.pl/emigracyjne-op...on=newpost

Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Dziwne zaburzenia lękowe podróżnik 3 114 07 Lis 2018, Śro 13:48
Ostatni post: yoga.cat
  Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (nerwica natręctw) Stratokaster 38 6 172 22 Kwi 2018, Nie 13:03
Ostatni post: Ketina
  Czy zaburzenia lekowe/osobowosci znikaja wraz z wiekiem? Amcio 12 1 472 18 Maj 2017, Czw 10:53
Ostatni post: domownica
  Korzystajcie fobicy z mojego doświadczenia! parogenik 10 1 008 12 Lut 2017, Nie 1:38
Ostatni post: Rozszczepiona
  Kompulsywne jedzenie cynamonowa 47 14 604 26 Mar 2011, Sob 14:56
Ostatni post: nena-chan
  Moje zaburzenia Znaki 8 4 069 14 Lut 2011, Pon 2:04
Ostatni post: BlankAvatar
  Savoir-vivre + ew. fobia i inne zaburzenia. Michał 66 14 853 03 Mar 2009, Wto 19:16
Ostatni post: janne


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.