- Zapraszam na moją żałosną historię
#1
Widzę, że jest to dział w którym można zamulać, więc i ja to zrobię, bo mam dzisiaj ogromną potrzebę na to.

Nie będę wam pisał o moim dzieciństwie, problemach, bo na pewno znacie już takie przypadki i historie. Opowiem wam jak to znajomości internetowe zmieniły moje życie na gorsze.

Wszystko zaczęło się w styczniu 2008 roku, kiedy to założono mi stałe łączę internetowe. Na początku zacząłem z niego korzystać jak każdy laik. Jednak potem z czasem zacząłem zakładać konta na różnych forach i portalach. Zrobiłem to, bo w realu nigdy nie mogłem do końca wyrazić swojego zdania. Przez moją poważną wadę wymowy i praktycznie brak znajomych w realu (miałem, ale tylko w mojej klasie). W moim miejscu zamieszkania śmiało można mnie nazwać no-lifem. Ale nie o tym teraz będę pisał.
Zakładałem też konta na różnych portalach społecznościowo - randkowych typu fotka.pl i inne. Oczywiście zacząłem rozmawiać z dziewczynami, bo wcześniej strasznie mi tego brakowało. Omińmy okres od stycznia do września i pójdźmy dalej.

Listopad 2008
Rozmawiałem prawie codziennie od marca do listopada z pewną... 15 latką. Wiem, teraz może wydawać się to śmieszne, ale była naprawdę fajną osobą. Pomagałem jej w różnych sprawach. Od problemu z angielskim czy komputerem, po relacje damsko - męskie. Dziewczyna mi kiedyś powiedziała, że się uzależniła ode mnie. Dowartościowała mnie tym, że mówiła o mnie takie fajne rzeczy, mimo, że nie znała mnie w realu. A ja czułem się lepiej jak mogłem jej pomagać. Byłem na każde jej skinienie. Chciała mi opowiedzieć o swoich zmartwieniach, to siedziałem z nią do 1 rano i wysłuchiwałem jej żali.
Aż w końcu zacząłem brać to wszystko na poważnie i zauroczyłem się w niej. Ona mi nie wierzyła, czym mnie cholernie raniła, mówiła, że to "nierealne i chore", bo jak można się w kimś zauroczyć przez neta?
Niestety okazało się, że była też straszną egoistką, kiedyś potrzebowałem pomocy w terapii, ona to miała koło d*py... i tak to "uczucie" trwało aż do początku 2010 roku! Choć kontakt urwał nam się znacznie. W tym samym czasie poznałem kolejną dziewczynę.

Luty 2010
Również na tym portalu. Rozmawiałem z nią codziennie przez parę - paręnaście godzin. Trwało to aż od lutego do lipca. Można powiedzieć w pewnym sensie, że też się w niej zauroczyłem, jednak nie byłem pewien jak do końca wygląda, bo miała bardzo dziwne, głównie przerabiane zdjęcia. Kiedy doszło do naszego spotkania byłem w szoku, przyszła na nie brzydka dziewczyna ze zniszczoną cerą. Oczywiście jakoś wytrzymałem do końca i nic nie dałem po sobie poznać, ale do dzisiaj zapamiętam tamta sytuację. Na szczęście nie zraniłem jej i nigdy nie dowiedziała się, że w ten sposób o niej myślę. W tym czasie znalazła sobie chłopaka i nasz kontakt się urwał. W sumie wcale nie cierpiałem po niej.

Październik 2010 - Marzec 2011 - to okres w którym ostatni raz nie cierpiałem przez dziewczynę

Marzec 2011
Wtedy to zacząłem pisać z pewną dziewczyną, którą poznałem na swoim forum. Łączyły nas wspólne problemy. Ona miała chłopaka i wcale mi to nie przeszkadzało. Po jakimś czasie (dwa tygodnie) oczywiście uzależniła się ode mnie jak reszta dziewczyna i sama codziennie inicjowała rozmowy. A potrzebowała tego, w końcu jej chłopak był dupkiem i robił z nią co chciał. Od dwóch lat siedział za granicą i do głowy mu nie przyszło, że to może zniszczyć ich związek.
Ja dałem jej to, czego nie dostała od niego. Rozrywkę, zrozumienie i dowartościowanie. Pewnego dnia opowiedziała mi wszystko, jak on ją traktuje itd... Walnąłem jej takie wypracowanie, że na pewno dawno czegoś takiego nigdy nie przeczytała. W skrócie napisałem, że zasługuję na kogoś lepszego i nawet wypisałem jej błędy swojego chłopaka, które zapisała później na kartce i wygarnęła mu podczas zrywania!! I tak dzięki mnie zakończyła 4 letni związek. Dziewczyna była cudowna, więc postanowiłem to wykorzystać i jeszcze tego samego dnia umówiłem się z nią na spotkanie. Od tego się zaczęła moja męka która trwa do dziś.
Na tym spotkaniu nie było żadnego seksu, było przytulanie, dotyk i pocałunki. Ja wkręciłem się na maksa, bo nigdy czegoś takiego nie przeżyłem!
Zakochałem się w niej. Niestety kolejnego spotkania już nie chciała, bo stwierdziła, że to jednak nie to....

Cierpiałem tak przez nią cały rok, nie widząc jej ani razu, tylko na zdjęciach! Zrywałem kontakty, ale to nadal powracało, miałem już tego dosyć... A pewnego dnia zobaczyłem wpis na forum pewnej zdesperowanej dziewczyny.

Maj 2012
Pisała tam, że jej chory wielbiciel urządza sceny żeby tylko z nim była. Ja oczywiście zaproponowałem pomoc. Mówiłem jej jak ma z nim postępować, jak unikać itd. Jednak potem z czasem nasze rozmowy schodziły na inne tematy. Rozmawialiśmy o wszystkim. Ona mi opowiadała o tym jakie tragedie życiowe przeżyła (śmierć ojca, wyrodna matka, facet przez którego prawie nie umarła). Spowiadała mi się tak przez ostatnie miesiące. Ja latem wyjechałem za granicę, lecz tam mimo że nie posiadałem dostępu do neta, to zawsze starałem się wejśc na gg i jej wysłuchać, bo wiem, że tego potrzebowała.
Pod koniec sierpnia wróciłem do Polski, dla niej. Myślałem, że się spotkamy, że może jest na coś szansa. Ona odwlekała spotkanie, bo już się nie raz przejechała na ludziach. Miała myśli samobójcze, wyciągałem ją z dołka, sama nazwała mnie swoim "antydepresantem"...

Dzisiejszego dnia zapytałem ją wprost: "Spotkamy się czy nie?"
Odpowiedziała, że nie jest gotowa żeby komuś zaufać.. A ja oczywiście zadłużyłem się w niej przez te wszystkie miesiące pomagania. Czuję się po raz kolejny jak śmieć.

W czym tkwi mój sekret? Dlaczego 5 dziewczyn było uzależnionych od rozmów ze mną i spowiadały mi się ze swoich największych sekretów?
Dlatego, że ja do każdej kobiety podchodzę z szacunkiem. Nigdy nie schodzę na zboczone tematy i oferowanie seksu. Zawsze staram się mówić o niej, interesować jej problemami, choćby miało być to robienie tipsów. No i oczywiście jestem pieprzonym romantykiem, co wiele kobiet tak bardzo lubi.

Czuję się jak wykorzystana ciota, mam wrażenie, że nadaję się tylko do wygadania, wyciągnięcia z dołka - na nic innego po prostu nie zasługuję. Nie zasluguję na to, żeby dziewczyna spojrzała na mnie jak na potencjalnego partnera. To przykre, ale prawdziwe.

OFICJALNIE OGŁASZAM W TYM POŚCIE, ŻE NIGDY NIE POZNAM JUŻ ŻADNEJ DZIEWCZYNY PRZEZ INTERNET

Niech to będzie dla mnie dowód i przestroga na kolejne lata, bo bez przerwy popełniam te same błędy.

Od tej pory jeśli poznam jakąś osobę przez neta, niech to będzie facet. Przynajmniej mam pewność, że nigdy nic do niego nie poczuję, bo jestem 100% hetero. Także jak coś to zapraszam na pw.
Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność zawsze jest za wcześnie...
Odpisz
#2
3/5 czasu z ostatnich paru lat spędzić na trwonieniu czasu i energii na znajomości czysto internetowe i liczyć, że się przerodzą w coś więcej. Naiwnie.

viller napisał(a):"nierealne i chore", bo jak można się w kimś zauroczyć przez neta?
Niestety okazało się, że była też straszną egoistką, kiedyś potrzebowałem pomocy w terapii, ona to miała koło d*py
Też bym uważał, że z takim człowiekiem jest coś bardziej nie halo. Tym bardziej, że ona do tej znajomości podchodziła pewnie raczej lekko, jako z kimś kto może popisać i się poużalać, a nie jako przyjaźń/miłość bez której świat się zawali.

Generalnie to jak czytam te wszystkie historie to może i jesteś romantykiem, ale w patologicznej formie. Coś jak Werter, który nawet zabić się dobrze nie potrafił, tylko musiał cierpieć pół dnia jeszcze. Romantyzm jest fajny i okej ale nie w takiej dawce bo staje się wręcz nieprzyswajalny przez drugą stronę. Przez swoją początkową bierność, niewykazująca większego zaangażowania w spotkanie poznanie bezpośrednie stajesz się po jakimś czasie tylko i wyłącznie internetowym kumplem, z którym można popisać ale to wszystko.
Taka świetlica, poczekalnia dusz.
Odpisz
#3
viller napisał(a):W czym tkwi mój sekret?

Jeżeli twoje kontakty z osobami poznanymi przez internet ograniczają się tylko do pisania wiadomości tekstowych to masz odpowiedź na swoje pytanie. Czym się różni rozmowa telefoniczna (albo skype + kamera) od pisania? Ano tym, że jak rozmawiasz przez telefon to twoja uwaga przez te 10-20min (albo więcej) jest poświęcona przeważnie jednej czynności – rozmowie. Dodatkowo wymaga to poświęcenia czasu przez obie strony, podjęcia zobowiązania, że przez te kilkadziesiąt minut będę z tobą rozmawiać. (pomijam tutaj wpływ intonacji głosu na budowanie relacji bo to inny temat). A a teraz jak wygląda pisanie? Ciągle mogę odejść od komputera/telefonu. Mogę napisać, że zaraz wracam a tak naprawdę dalej siedzę przed kompem. Nie mam żadnych zobowiązań co do drugiej osoby. Mogę w każdej chwili skończyć rozmowę, skłamać itp. Jak ktoś do ciebie dzwoni a oglądasz film to co robisz? Pauzujesz film i rozmawiasz. A jak ktoś Ci wysyła sms jak oglądasz film? Odpisujesz w trakcie.
Rozumiesz jak to działa? W momencie gdy ograniczyłeś swoje kontakty tylko do pisania stałeś się tłem do innych czynności.


No i szukanie kogoś wartościowego na serwisie fotka.pl to nie jest dobry pomysł.
Odpisz
#4
Byłeś tylko kimś komu się można anonimowo wyżalić. Nie byłeś nikim wyjątkowym. Bliżej Ci było do pamiętnika z opcją odpowiedzi ,niż do mężczyzny. Każdy czasem potrzebuje takiego katharsis. Im bardziej ktoś ma porypane sprawy emocjonalne tym częściej będzie po to sięgał. To ,że byłeś kimś całkowicie obcym było Twoim sekretem. Obcy ,czyli można to zakończyć kiedy się chce, obcy czyli bezpieczny (nie mylić z dający bezpieczeństwo). Przypomina mi się cytat z pewnej piosenki: "być przedmiotem w torebce tylko na gorsze dni". Jeśli wymarzyłeś sobie dom ,gdzie Ty i wymarzona przez Ciebie kobieta zbudujecie silną więź, to lepiej wytrwaj w tym postanowieniu nie pisania. Też kiedyś traciłem czas na takie pisanie. Później zrozumiałem ,że wchodzenie w rolę przyjaciółki (do tego wirtualnej) nie jest sposobem na zdobycie kobiety. Wydawało mi się ,że poprzez rozmowę z kobietami można je zrozumieć. Dziś wiem ,że rozmowa właściwie utrudnia sprawę. Czyny ,nie słowa.
"God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And wisdom to know the difference."
Odpisz
#5
Kurczę, viller, Ty działasz według jednego wzoru. Zwracasz uwagę na dziewczyny z poważnymi problemami, będące w dramatycznej sytuacji życiowej. Bierzesz na siebie ich problemy, martwisz się, przejmujesz, poświęcasz czas... A one w zasadzie raczej nie szukają faceta, tylko pomocy. Więc po udzieleniu pomocy jesteś już zbędny.
Tak to przynajmniej widzę po krótkim opisie  :Stare - Przewraca oczami 2:

No, ja tam uważam, że jak najbardziej można się w kimś zauroczyć przez internet : ) Z tym, że (tak czysto teoretycznie, bo nie znam się na internetowym randkowaniu) uważam, że takie internetowe znajomości należy w miarę szybko przenieść do reala. Żeby nie było sytuacji, że piszemy latami, cały czas mamy nadzieję na coś więcej, a potem się okaże, że stworzyliśmy sobie jakiś fałszywy obraz tej drugiej osoby.
Admin na urlopie
Odpisz
#6
Luna napisał(a):Z tym, że (tak czysto teoretycznie, bo nie znam się na internetowym randkowaniu) uważam, że takie internetowe znajomości należy w miarę szybko przenieść do reala. Żeby nie było sytuacji, że piszemy latami, cały czas mamy nadzieję na coś więcej, a potem się okaże, że stworzyliśmy sobie jakiś fałszywy obraz tej drugiej osoby.


Nic dodać, nic ująć. Mnie wszystkie znajomości internetowe, które nie żywią nadziei na przeniesienie do prawdziwego świata po pewnym czasie zaczynają zwyczajnie nudzić.
Odpisz
#7
Dziękuje wam za odpowiedzi. Wszyscy macie oczywiście rację. Postanowiłem, że kończę z pomaganiem w ten sposób, ponieważ to do niczego nie prowadzi. Aczkolwiek nie żałuję, że tą ostatnią wyciągałem z dołka. Dziewczyna w życiu przeszła dużo więcej niż my wszyscy razem wzięci i zwyczajnie należała jej się taka pomoc. Ja trochę pocierpię i mi przejdzie, jak zawsze. Przyzwyczaiłem się już do tego stanu. Chodzi jedynie o to, że teraz czuję się fatalnie. Myślę nad pójściem do psychiatry po jakieś leki, bo nie mam teraz czasu na zamartwianie się o coś, co nie jest tego warte. Leki nie wyleczą mnie z zauroczenia, ale przynajmniej poprawią humor, a o to mi najbardziej chodzi.
Na miłość nigdy nie jest za późno, za to na samotność zawsze jest za wcześnie...
Odpisz
#8
Luna napisał(a):A one w zasadzie raczej nie szukają faceta, tylko pomocy. Więc po udzieleniu pomocy jesteś już zbędny.
Tak to przynajmniej widzę po krótkim opisie  :Stare - Przewraca oczami 2:
bardzo dobrze powiedziane. Co do kontaktów internetowych - ja poznałam mojego mężczyznę przez internet, doszło do spotkania, mieszkamy w dwóch oddalonych od siebie miastach ale jesteśmy razem. Można? Można.
Jak napisała Luna, trafiałeś na osoby oczekujące jedynie pomocy. Nie tędy droga do bliższych kontaktów.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Moja historia... i prośba Kuba1 5 1 308 10 Cze 2015, Śro 10:39
Ostatni post: Sugar
  Moja choroba Gohan 17 4 358 30 Sty 2013, Śro 14:47
Ostatni post: BlankAvatar


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.