- Zaufanie do terapeuty
#26
Dałem świadectwo    :Uśmiecha się:.

W moim wypadku psychoterapia nie działa. Nie wierzę, że to moja wina ani nie wierzę, że gdzieś istnieje mityczny "dobry terapeuta" a wszyscy ci, na których trafiłem, byli nieprofesjonalni.

Niestety jednak myślę, że to trolling.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#27
O, ja jeszcze chciałem napisać hejt na mojego [byłego] coacha, skoro ktoś o tym wspomniał. Ostatnio miałem okazje odbyć dwie sesje kołczingowe (jedna typowa coachingowa, druga jako doradca filozoficzny). Na początku trzeciej coach powiedział mi, że obawia się, że nasze spotkania się nieefektywne, są rozwlekłe i te spotkania ze mną męczą go, LOL. Po czym się rozstaliśmy.
Widocznie kołcze też nie radzą sobie z fobią, ale przynajmniej mają jaja się do tego przyznać.
Ten, który nie potrafi dostosować się do rzeczywistości.
Odpisz
#28
(27 Lut 2018, Wto 22:14)klocek napisał(a): Nie ma psychoterapeutów bardziej i mniej kompetentnych.
Nie powiedziałabym. Ja mówię konkretnie o moim, krótkim, godzinnym doświadczeniu i naprawdę wierzę, że znalazłby się ktoś, kto nie powiedziałby:

(27 Lut 2018, Wto 21:30)Kiwi napisał(a): "wyjdź do ludzi" i (...), że "to głupie" w odpowiedzi na opisy moich reakcji na stres.
Nie mam większych doświadczeń, więc trudno mi mówić o kompetencjach w leczeniu zaburzeń. Mówię konkretnie o chamskim zachowaniu przemądrzałej pani.

Możliwe, że "miła, naturalnie uśmiechnięta pani" byłaby przeze mnie odebrana jako kompetentna, ale też by mi w niczym nie pomogła.    :Uśmiecha się:

To coś jak porównanie pracownic w recepcji. Jedna na Ciebie nawrzeszczy, a druga będzie miła, ale żadna nie będzie umiała sprawdzić tego, o co je prosisz. MNIEJ kompetentna (pod kątem pracy z klientem) jest ta pierwsza, mimo że obie nie poradzą sobie z zadaniem podstawowym    :Uśmiecha się:. Chociaż odnośnie psychologów/terapeutów nie chcę dyskutować, czy radzą sobie z "zadaniem podstawowym", bo nie znam literatury, ani nie mam prywatnie dość doświadczeń.
Odpisz
#29
Myślę, że psychoterapeuci są pomocni, bo jeżeli nie ma nikogo, naprawdę nikogo z kim można porozmawiać o problemach to terapia jest jedynym wyjściem. Nie powiem, że mam z nimi dobre doświadczenia, ale wiem że ta możliwość rozmowy, wyżalenia się była mi pomocna, gdy uczęszczałam na takie spotkania. Nie czułam się winna, że obciążam kogoś bliskiego moimi troskami albo wiedziałam, że ta godzina jest tylko dla mnie i mogę mówić co chcę, nie musiałam pilnować się czy muszę teraz w zamian posłuchać co u pani terapeutki, jak się czuję, jakie ma plany. Maksymalnie skupiałam się na sobie i swoich problemach. Jej zadaniem była odpowiedź i reakcja na to co mówię i to mnie w jakimś stopniu rozluźniało, odstresowywało. Plus warto pobyć z kimś spoza naszego środowiska. Ja miałam taki czas, że jedyny kontakt był tylko z rodzicami i siostrą, więc terapia była odskocznią od tego co codzienne. Dzięki temu można było nabrać nowych perspektyw na własne życie i nadzieje... wiecie, że będzie lepiej, bo życie to nie tylko te znane 4 ściany i ci sami ludzie, którzy wydaje się, że cię definiują.    :Uśmiecha się puszczając oko:

Muszę jednak przyznać, że przy pierwszej wizycie, gdy miałam około 18 lat to bardzo źle odbierałam swoją terapeutkę. Również wydawało mi się, że się ze mnie śmieje, że źle wyglądam w jej oczach. Teraz ciężko mi powiedzieć czy moje podejrzenia były uzasadnione. Kolejna pani psychoterapeutka do której chodziłam, już w wieku 23 lat, wydawała się zaangażowana, ale widziałam z czasem, że chyba moje opowieści przerosły ją? Chyba tak to odebrałam. Poza tym po ludzku poczułam, że nie nadajemy na tej samej fali. Nie miałam o to pretensji, zrozumiałam tylko, że nie łatwo trafić na odpowiedniego specjalistę, bo istotne jest dla nas jakim jest człowiekiem. Może mieć same dobre opinie w internecie (jak moja terapeutka), ale czułam, że opowiadam jej o świecie, którego nie zna.

Oczywiście ważne jest z jakim nastawieniem idziemy na terapie. Jeśli będziemy bardziej skupieni na terapeucie niż nas samych czy z góry zakładamy, że to nie ma sensu to nie ma co oczekiwać poprawy. Przynajmniej ja tak myślę.    :Uśmiecha się:
Art is to console those who are broken by life.
[-] 3 użytkowników polubił(o) wpis touche:
  • Sybil, asleep, haraczu
Odpisz
#30
Zgadzam się z nurtem, który twierdzi, że tym, co w terapii leczy jest przede wszystkim relacja z osobą. Jak w życiu zdarza się więc, że trafiamy na osobę, która w jakiś sposób nam pasuje, jak to się mówi - "nadaje na tych samych falach" - może też być tak, że ktoś ma predyspozycję do tej roboty i w porównaniu do innych terapeutów pasuje większej ilości pacjentów.

Oczywiście problemem jest wtedy, że jeśli skuteczność będzie w dziesiątej części zależała od metody, a w 90% od spotkanej osobowości, to z wszystkich badań z mizernymi wynikami skuteczności metod psychoterapeutycznych wynikać będzie jeszcze mniejszy procent, czy promil skuteczności, a wtedy spadamy poniżej progu statystycznej istotności nawet z terapią poznawczo-behawioralną.

Dobrą stroną całego zjawiska jest to, o czym pisze touche - że mamy natychmiastowy dostęp do osoby, z którą możemy rozmawiać na tematy, które w "realu" poruszylibyśmy z drugim człowiekiem dopiero po długotrwałym rozwinięciu zażyłości.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis haraczu:
  • asleep
Odpisz
#31
A ja właśnie uważam, że koncepcja "relacji terapeutycznej" jest szkodliwa.

Na początku była psychoanaliza i wywodząca się z niej terapia psychodynamiczna. Co niby jest czynnikiem leczącym w terapii psychodynamicznej? Relacja terapeutyczna.

Później badania wykazały, że psychodynamiczna ma skuteczność równą placebo albo mniejszą. Wniosek: relacja terapeutyczna to kulawa koncepcja.

Aaron Beck odrzucił koncepcję relacji terapeutycznej a zamiast tego czynnikiem leczącym miały być konkretne techniki stosowane przez terapeutę. Tak powstała terapia CBT.
Początkowe badania wykazały, że CBT jest równie skuteczna na depresję, co leki. Późniejsze badania pokazywały, że skuteczność CBT jest coraz mniejsza, ale to inna historia.
W CBT czynnikiem leczącym jest "korygowanie nieadaptacyjnych myśli".

Później nadeszły modyfikacje terapii CBT tzw. drugiej i trzeciej fali, gdzie z powrotem włączono koncepcję relacji terapeutycznej. Dzisiejsze badania wykazują, że skuteczność tych podejść jest żadna.

Cały ten pomysł z "relacją terapeutyczną" to może być szkodliwa idea, która urodziła się w psychoanalizie a potem zainfekowała CBT.

Badania wykazują, że te podejścia, które opierają się na relacji terapeutycznej (psychoanaliza, psychodynamiczna, Gestalt) w ogóle nie działają.

Jedyne podejście, które zostało potwierdzone badaniami (chociaż mam wątpliwości) to oryginalna CBT, która odrzuca koncepcję relacji terapeutycznej.

Zastanawiam się, czy gdzieś jeszcze w Polsce można znaleźć prawdziwą CBT, bez tych wszystkich nowomodnych wynalazków jak ACT. Moi terapeuci wpawdzie tytułowali się psychologami CBT, ale czytając materiały w internecie mam wrażenie, że to wcale nie było CBT. Moje terapie w ogóle nie wyglądały tak, jak to jest w opisach w necie. W szczególności nie miałem nic o nieadaptacyjnych myślach, nawet edukacji, czym one w ogóle są.

Większość mojej wiedzy o koncepcji nieadaptacyjnych myśli pochodzi z książki Artura Króla.

Moje ostatnie terapie niby-CBT to mógł być w rzeczywistości ACT. Druga możliwość, że moje terapie to było po prostu nic, tzn. terapeuci nie stosowali żadnych technik i to było takie zwykłe gadanie.


Hejt na ideę relacji terapeutycznej i koncepcje pokrewne!
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#32
Cóż, badania wskazują na skuteczność terapii w różnych nurtach i chyba (nie wiem) u największa próba badanych osób, terapia była prowadzona wraz z terapeutą, a i pewnie jeszcze indywidualnie.

Skoro mówicie, że oczekiwalibyście prowadzenia psychoterapii indywidualnej zgodnie z książką do fobicznego CBT czy innego nurtu to dlaczego sami nie zakupicie sobie takiej książki czy bardziej materiałów? Albo zawsze można spróbować terapii grupowej, na takiej raczej trzeba prowadzić sesje według jakiegoś określonego schematu typu CBT czy podobnego, bo po prostu inaczej raczej ciężko by było objąć terapią wszystkich uczestników podczas jednej sesji.
Odpisz
#33
(28 Lut 2018, Śro 13:19)chory na nieśmiałość napisał(a): Skoro mówicie, że oczekiwalibyście prowadzenia psychoterapii indywidualnej zgodnie z książką do fobicznego CBT czy innego nurtu to dlaczego sami nie zakupicie sobie takiej książki czy bardziej materiałów?

Tak właśnie zrobiłem.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#34
Terapia trochę pomogła mi uporać się z przeszłością. Najbardziej bałam się, że usłyszę wymyślam sobie problemy i takie, dajmy na to, dziecko z Etiopii ma dopiero trudne życie, więc mogę się wypchać swoimi traumami. Tymczasem usłyszałam, że mam prawo do cierpienia i samo to było dla mnie podbudowujące. Zrozumiałam też (przynajmniej częściowo) niektóre ze swoich zachowań. Gdyby doba trwała dłużej, chętnie wróciłabym do tej samej terapeutki.

Była to jedyna do tej pory osoba, przed która wyjęłam trupy z szafy. Nie wyobrażam sobie rozmawiać o nich z kimkolwiek innym, chociaż kiedyś podjęłam taką rozpaczliwą próbę i słuchacz mi nie uwierzył i wyśmiał.
"Czy ja tylko nie jestem przypadkiem zupełnie zwykła, mała, pospolita smutna świnia?"
Witkacy, "Pożegnanie Jesieni"
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis kartofel:
  • mardybum
Odpisz
#35
(28 Lut 2018, Śro 13:09)klocek napisał(a): Później nadeszły modyfikacje terapii CBT tzw. drugiej i trzeciej fali, gdzie z powrotem włączono koncepcję relacji terapeutycznej. Dzisiejsze badania wykazują, że skuteczność tych podejść jest żadna.
"Nowe" terapie CBT są skuteczne. Chyba masz spory problem ze strategią konfirmacyjną (w ogóle mam wrażenie, że potrzebujesz sobie bardzo porządkować świat, nawet jeśli kosztem sporego uproszczenia: wiesz te Twoje 'prawdy zyciowe'), co w połączeniu z dużą inteligencja (która pozwala Ci bardzo efektywnie przekonywać samego siebie, że masz rację) jest dość frustrujące w rozmowie z Tobą. Ciekawe jak często ludzie mówią, że jesteś uparty (etc) w dyskusji (szczególnie ci na podobnym poziomie intelektualnym - to by było ciekawe wiedzieć).

(28 Lut 2018, Śro 13:09)klocek napisał(a): Na początku była psychoanaliza i wywodząca się z niej terapia psychodynamiczna. Co niby jest czynnikiem leczącym w terapii psychodynamicznej? Relacja terapeutyczna.

Później badania wykazały, że psychodynamiczna ma skuteczność równą placebo albo mniejszą. Wniosek: relacja terapeutyczna to kulawa koncepcja.
Musisz mieć dużo złości na koncepcję "relacji terapeutycznej", skoro układasz stwierdzenie które nawet logicznie się nie składa. Na poczekaniu można wymyślić przynajmniej dwa alternatywne wytłumaczenia np.
- relacja terapeutyczna jako taka, jest dobra, ale inne elementy psychoterapii psychodynamicznej są szkodliwe i wyzerowują efekt leczniczy
- typ relacji terapeutycznej tworzony w t. psychodynamicznej jest zły, co nie oznacza, że w innych nurtach inne typy relacji są złe (nawet intuicyjnie wydaje się, że między pacjentem a terapeutą musi być jakaś minimalnie dobra relacja, jeśli mają sobie ufać i współpracować?)
BTW jeśli wybierzesz którekolwiek z tych twierdzeń jako właściwe, to oznaka uprzedzenia.

No i nawet jeśli przyjąć, że relacja terapeutyczna jest wspaniała, to nikt poważny nie będzie twierdzić, że tylko na tym opiera się psychoterapia (to praktycznie wyklucza potrzebę tworzenia narzędzi psychoterapeutycznych).

No i chyba najważniejsze, to fakt , że Tobie zbyt głęboka relacja może nie być potrzebna, nie oznacza, że innym ludziom też nie. Ludzie są różni. To jest dla mnie intrygujące jak lubisz gubić takie "niuanse" . Tutaj przypomina mi się Twoje podejście do depresji - może coś przekręcę, ale wyobrażam je sobie tak: "Depresja to choroba, więc leczy się ją lekami (medycznie). Fakt, że leczy się ją medycznie, oznacza że nie da się leczyć jej inaczej (np. psychologicznie)." Chyba nie trzeba wskazywać na czym polega błąd. Choć może się mylę - tak to dawało się odczuć.


(28 Lut 2018, Śro 13:09)klocek napisał(a): oi terapeuci wpawdzie tytułowali się psychologami CBT, ale czytając materiały w internecie mam wrażenie, że to wcale nie było CBT. Moje terapie w ogóle nie wyglądały tak, jak to jest w opisach w necie. W szczególności nie miałem nic o nieadaptacyjnych myślach, nawet edukacji, czym one w ogóle są.
Może to jest największy problem.
Zbiór poradników psychologicznych dotyczących m.in. wychodzenia z nieśmiałości, fobii, depresji (i innych problemów), a także redukcji stresu, psychologii emocji i szczęścia...

Ostatnia aktualizacja: 17.02.2018
http://chomikuj.pl/reparare/PSYCHOTERAPI...+poradniki HASŁO: fobia
---------------------------------------------------------------------------------
----> ZBIÓR NAJBARDZIEJ PRZYDATNYCH TEMATÓW
---------------------------------------------------------------------------------
----> Instrukcja obsługi nowego forum
---------------------------------------------------------------------------------
----> Zostań DONATOREM - wesprzyj utrzymanie forum!
---------------------------------------------------------------------------------
----> Pomagaj innym - nowa ranga Pomagacza
---------------------------------------------------------------------------------
----> Testy psychologiczne
Odpisz
#36
(28 Lut 2018, Śro 15:00)BlankAvatar napisał(a):
(28 Lut 2018, Śro 13:09)klocek napisał(a): Później nadeszły modyfikacje terapii CBT tzw. drugiej i trzeciej fali, gdzie z powrotem włączono koncepcję relacji terapeutycznej. Dzisiejsze badania wykazują, że skuteczność tych podejść jest żadna.
"Nowe" terapie CBT są skuteczne.

Skuteczne w sensie dosłownym, że przychodzi człowiek z (dajmy na to) myślami samobójczymi, odbywa terapię i po jej zakończeniu nie ma myśli samobójczych?

Czy też "skuteczne" w jakimś hermetycznym sensie, sensownym tylko wewnątrz paradygmatu danej terapii? ("Co prawda dalej mam myśli samobójcze jak wcześniej, ale za to poznałem siebie, więc terapia jest okejka.")

Cytat:Chyba masz spory problem ze strategią konfirmacyjną (w ogóle mam wrażenie, że potrzebujesz sobie bardzo porządkować świat, nawet jeśli kosztem sporego uproszczenia: wiesz te Twoje 'prawdy zyciowe'), co w połączeniu z dużą inteligencja (która pozwala Ci bardzo efektywnie przekonywać samego siebie, że masz rację) jest dość frustrujące w rozmowie z Tobą.

Nie wiem, co to jest strategia konfirmacyjna. Tak, mam potrzebę logicznie porządkować świat, bo przynosi to lepsze jego poznanie, chociaż wnioski nie zawsze są optymistyczne.

Cytat:Ciekawe jak często ludzie mówią, że jesteś uparty (etc) w dyskusji (szczególnie ci na podobnym poziomie intelektualnym - to by było ciekawe wiedzieć).

Bardzo często.

Cytat:
(28 Lut 2018, Śro 13:09)klocek napisał(a): Na początku była psychoanaliza i wywodząca się z niej terapia psychodynamiczna. Co niby jest czynnikiem leczącym w terapii psychodynamicznej? Relacja terapeutyczna.

Później badania wykazały, że psychodynamiczna ma skuteczność równą placebo albo mniejszą. Wniosek: relacja terapeutyczna to kulawa koncepcja.
Musisz mieć dużo złości na koncepcję "relacji terapeutycznej", skoro układasz stwierdzenie które nawet logicznie się nie składa

Jeszcze lepiej    :Uśmiecha się:. Złość mam na koncepcję psychoterapii jako takiej. Głównie przez to uporczywe wzbudzanie winy w pacjencie.

Terapia jest skuteczna, tylko pacjent ch*jowy. To wina pacjenta, że się nie chce wyleczyć, mimo udzielonej mu wielkodusznie pomocy.

Dlaczego terapeuci nigdy nie widzą w sobie winy? Dlaczego żaden nie przyzna, że nie umie albo że terapia jako taka w ogóle nie przynosi efektów? Dlaczego zawsze pacjent jest odpowiedzialny za niepowodzenie?

Czy zdajesz sobie sprawę, jak to wkurza, kiedy słyszy się takie słowa przez 15 lat?

Zawsze pozwalałem terapeutom na więcej, ponieważ obiecywali wyleczenie. Przez to całe łażenie na terapię miałem się wyleczyć z depresji i z innych rzeczy, które miałem. A jednocześnie ostrzegali mnie, że terapia może być "trudna" i żebym nie rezygnował z niej, nawet mimo negatywnych emocji.

Gdyby potraktować terapeutów jako zwyczajnych ludzi, to są po prostu niefajni. Przede wszystkim są zarozumiali i kreują się na ekspertów, mimo że wcale nie mają większych "umiejętności emocjonalnych", niż przeciętny człowiek z ulicy. Obecnie po tych wszystkich latach już nawet mam od nich większą wiedzę teoretyczną, bo przeczytałem te wszystkie książki, które oni tylko przekartkowali na szkoleniu.

Terapeuta nigdy się nie myli, nigdy z nim nie ma dyskusji, nie umie okazywać szacunku, posiada zero empatii, nie umie słuchać ani nie umie trzymać się tematu rozmowy.

Na czym właściwie polega "szkolenie" terapeutów?

Ja mam wrażenie, że psychoterapia polega na nauczeniu się skryptu, co odpowiadać na określone pytania. Jak dzwoni do mnie panienka z marketingu, to ona ma rozpisany skrypt rozmowy w postaci drzewa. Jeżeli klient powie to, to ma odpowiedzieć tamto. Właśnie mam wrażenie, że terapeuta to taki robot, automat telefoniczny, który odpowiada określonymi formułkami, kiedy usłyszy jakieś słowo-klucz. I jestem pewien, że oni nie pokazują prawdziwych emocji, tylko jakieś wystudiowane kreacje aktorskie.

U licha, gdyby oni byli ludźmi, to chociaż zwyczajnie by mi współczuli.

Cytat: Na poczekaniu można wymyślić przynajmniej dwa alternatywne wytłumaczenia np.
- relacja terapeutyczna jako taka, jest dobra, ale inne elementy psychoterapii psychodynamicznej są szkodliwe i wyzerowują efekt leczniczy
- typ relacji terapeutycznej tworzony w t. psychodynamicznej jest zły, co nie oznacza, że w innych nurtach inne typy relacji są złe (nawet intuicyjnie wydaje się, że między pacjentem a terapeutą musi być jakaś minimalnie dobra relacja, jeśli mają sobie ufać i współpracować?)
BTW jeśli wybierzesz którekolwiek z tych twierdzeń jako właściwe, to oznaka uprzedzenia.

Całkiem serio, bez ironii, posunę się jeszcze dalej: "relacja terapeutyczna" nie istnieje. Nie ma takiego zwierzęcia, to po prostu buzzword, którego psychoterapeuci używają, kiedy mają odpowiedzieć na pytanie, na które nie znają odpowiedzi.

Pojęcie "relacja terapeutyczna" można by zastąpić pojęciem "ch*j wie co" i wyszłyby tezy o podobnym stopniu sensowności.

Co jest czynnikiem leczącym w psychoterapii? Ch*j wie co.
Czym charakteryzuje się dobry terapeuta? Że umie nawiązać z pacjentem ch*j wie co.
Po czym pacjent może poznać, że jego terapeuta jest właściwy? Że zbudował z nim ch*j wie co.

Moim zdaniem w ogóle nie istnieje relacja terapeutyczna jako zdefiniowana koncepcja, a co dopiero jej typy.

Odpowiedz mi proszę, jeżeli wiesz, albo odeślij do źródeł.
- Czy relacja terapeutyczna ma jakąś definicję?
- Czy relacja terapeutyczna to coś jedno- czy dwustronnego (pacjent do terapeuty, terapeuta do pacjenta)?
- Czy można obiektywnie sprawdzić, czy relacja terapeutyczna została nawiązana?
- Czy można ocenić jakość relacji terapeutycznej?
- Czy istnieją jakieś badania wykazujące korelację między faktem nawiązania relacji terapeutycznej a skutecznością terapii?
- Czy nawiązywania relacji terapeutycznej można się nauczyć (pacjent do terapeuty)?

W końcu: czy relacja terapeutyczna to coś, co może się zawiązać między dwoma ludźmi niebędącymi terapeutami? Czy jakaś osoba z ulicy mogłaby nawiązać ze mną relację terapeutyczną, która byłaby dla niej czynnikiem leczącym? Co takiego mają w sobie terapeuci, że relacja z nimi jest lecząca a z innymi ludźmi nie?

Cytat:No i nawet jeśli przyjąć, że relacja terapeutyczna jest wspaniała, to nikt poważny nie będzie twierdzić, że tylko na tym opiera się psychoterapia (to praktycznie wyklucza potrzebę tworzenia narzędzi psychoterapeutycznych).

To jedyne zdanie z Twojej wypowiedzi, z którym mogę się zgodzić. Do podobnego wniosku doszedł Aaron Beck, kiedy uznał (tralala), że terapia psychodynamiczna jest nieskuteczna i że lepiej stworzyć jakąś terapię nieodwołującą się do pojęć mistycznych.

No ale później na powrót włączono te koncepcje mistyczne do jego metody.

Cytat:No i chyba najważniejsze, to fakt , że Tobie zbyt głęboka relacja może nie być potrzebna, nie oznacza, że innym ludziom też nie. Ludzie są różni.

Ja nie wiem, co mi jest potrzebne. Chciałbym się wyleczyć. Podpisałbym nawet pakt z diabłem, gdyby to mi miało pomóc.

Gdyby mi ktoś powiedział: "OK, Twoje myśli samobójcze ustaną (nawet nie na 100%, ale w pewnym stopniu z pewnym prawdopodobieństwem), tylko żeby to osiągnąć, musisz zbudować z terapeutą relację, która polega na tym i tamtym" - to bym tak zrobił.

W praktyce wygląda to tak, że gadamy ch*j wie o czym, moje problemy jak były, tak i dalej są, a jak pytam, kiedy w końcu coś się zmieni i czy w ogóle, to słyszę "relacja terapeutyczna".

Cytat:To jest dla mnie intrygujące jak lubisz gubić takie "niuanse" . Tutaj przypomina mi się Twoje podejście do depresji - może coś przekręcę, ale wyobrażam je sobie tak: "Depresja to choroba, więc leczy się ją lekami (medycznie). Fakt, że leczy się ją medycznie, oznacza że nie da się leczyć jej inaczej (np. psychologicznie)." Chyba nie trzeba wskazywać na czym polega błąd. Choć może się mylę - tak to dawało się odczuć.

Nie, nie twierdzę tak, chyba że ironizujesz.

Moim osobistym zdaniem depresja to autentyczna choroba, posiadająca określone objawy, podobne u różnych ludzi.
Depresja nie wynika z "chęci" pacjenta, tzn. nie wystarczy nie chcieć mieć depresji, żeby minęła. Terapeuci bardzo często o to pacjentów oskarżają.
Większość terapeutów nie wie, czym jest depresja, chociaż słyszeli taką nazwę. Nie potrafią wymienić jej objawów. Część terapeutów kwestionuje w ogóle istnienie takiej jednostki. Część uważa ją za bezużyteczną, na zasadzie "może i wychodzi ci z testów, że masz depresję, ale co z tego".

Badania naukowe wysokiej jakości pokazują, że SSRI mają przeciw depresji 60% skuteczność, ALE z prób badawczych usuwa się ludzi z nowotworami oraz z próbami samobójczymi.
Po dołączeniu rakowców i samobójców skuteczność SSRI spada do 30%. Te badania są gorszej jakości, ale jestem skłonny uwierzyć.

Samobójców usuwa się także z prób skuteczności terapii CBT. Widziałem metodologię tych badań. Samobójców liczy się jako drop-outy. Jeżeli do terapeutów przyjdzie 100 osób, a potem podczas terapii 50 osiągnie poprawę, 25 nie osiągnie a 25 popełni samobójstwo, to skuteczność wyliczy się ze wzoru:

50 : 75 = 66%

Nie mam pojęcia, jak mierzy się "odniesienie poprawy". Jedyna wzmianka, którą znalazłem, mówiła o tym, że przed terapią wręcza się badanym kwestionariusz na depresję a potem po terapii wypełniają go jeszcze raz.


Osobiście twierdzę, że leki są skuteczniejsze na depresję od psychoterapii. Według moich obliczeń farkmakoterapia w Polsce jest także 4 razy tańsza. Z samymi badaniami naukowymi nad skutecznością psychoterapii jest problem.

Cytat:
(28 Lut 2018, Śro 13:09)klocek napisał(a): oi terapeuci wpawdzie tytułowali się psychologami CBT, ale czytając materiały w internecie mam wrażenie, że to wcale nie było CBT. Moje terapie w ogóle nie wyglądały tak, jak to jest w opisach w necie. W szczególności nie miałem nic o nieadaptacyjnych myślach, nawet edukacji, czym one w ogóle są.
Może to jest największy problem.

To już też wiele razy słyszałem. Ale też już nie wierzę. Nie wierzę, że miałem takiego pecha, żeby spotykać samych kiepskich terapeutów. Moim zdaniem miałem dobry przekrój i że to jest po prostu przeciętna polska norma.

Generalnie psychoterapia jako system nie działa.
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#37
(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Skuteczne w sensie dosłownym, że przychodzi człowiek z (dajmy na to) myślami samobójczymi, odbywa terapię i po jej zakończeniu nie ma myśli samobójczych?

Czy też "skuteczne" w jakimś hermetycznym sensie, sensownym tylko wewnątrz paradygmatu danej terapii? ("Co prawda dalej mam myśli samobójcze jak wcześniej, ale za to poznałem siebie, więc terapia jest okejka.")
można rozpatrywać i tak i tak (szczególnie przedstawiciele niektórych nurtów chcieliby oceniać skuteczność według drugiego sposobu), ale z oczywistych względów częściej ocenia się jak w pierwszym przykładzie. Przykładowo, jeśli bada się skuteczność leczenia depresji, to porównuje się stosunek ludzi, którzy po zakończeniu interwencji spełniają kryteria diagnostyczne depresji vs którzy, nie spełniają. albo o ile zmniejszyły się objawy.. Identycznie jak w wypadku badania skuteczności leków.

(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Jeszcze lepiej . Złość mam na koncepcję psychoterapii jako takiej. Głównie przez to uporczywe wzbudzanie winy w pacjencie.

Terapia jest skuteczna, tylko pacjent ch*jowy. To wina pacjenta, że się nie chce wyleczyć, mimo udzielonej mu wielkodusznie pomocy.

Dlaczego terapeuci nigdy nie widzą w sobie winy? Dlaczego żaden nie przyzna, że nie umie albo że terapia jako taka w ogóle nie przynosi efektów? Dlaczego zawsze pacjent jest odpowiedzialny za niepowodzenie?

Czy zdajesz sobie sprawę, jak to wkurza, kiedy słyszy się takie słowa przez 15 lat?
Nie próbuje odebrać Ci prawda do bycia wkurzonym. Myślę, że masz dobry powód (przynajmniej, jeśli powodem mają być skutki). Ale myślę, że to (słuszne) wkurzenie wpływa na negatywnie na możliwość bardziej racjonalnej oceny problemu psychoterapii. (O co w sumie nie mogę mieć na poważnie pretensji, bo dziwne wymagać, żeby pacjent wiedział więcej od swojego doktora). Pewnie zgodzimy się, że problem polega m.in, na tym co psychoterapia obiecuje, a co dostarcza. Z tym, że wg mnie psychoterapia ma podstawy, żeby obiecywać. Z dostarczaniem jest problem, a szczególnie z tym jak trafić na odpowiedniego (i często kompetentnego) terapeutę.

(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Całkiem serio, bez ironii, posunę się jeszcze dalej: "relacja terapeutyczna" nie istnieje. Nie ma takiego zwierzęcia, to po prostu buzzword, którego psychoterapeuci używają, kiedy mają odpowiedzieć na pytanie, na które nie znają odpowiedzi.
O na pewno funkcjonuje to czasem jak buzzword. A sama definicja będzie różna w zależności od szkoły. Najbardziej wąska definicja to byłoby chyba "obustronne zaufanie i szacunek" i tyle. Ciężko przerabiać terapię z terapeutą, którego nie lubisz, uważasz za idiotę, albo który Cię zmusza do rzeczy, które uważasz za szkodliwe. I na odwrót: jeśli terapeuta cię nie lubi, to raczej też kiepsko. Relację można rozpatrywać szerzej np. jako "nastawienie emocjonalne i motywacyjne; środowisko, gdzie zachodzą przeżycia korekcyjne będące odzwierciedleniem relacji z ważnymi ludźmi z przeszłości" - czy coś w tym stylu. No i jeszcze szerzej, pewnie w stronę mistycyzmu.

No i teraz z zależności od tego jak zdefiniujemy relację terapeutyczną, to można zaprojektować narzędzie, które będzie badało jej jakość. Co do badań, to kojarzę jakieś, które relację terapeutyczną określały jako jeden z najważniejszych predyktorów skuteczności (ale nie interesowałem się tym dalej, więc nie podam więcej szczegółów).


(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): To jedyne zdanie z Twojej wypowiedzi, z którym mogę się zgodzić. Do podobnego wniosku doszedł Aaron Beck, kiedy uznał (tralala), że terapia psychodynamiczna jest nieskuteczna i że lepiej stworzyć jakąś terapię nieodwołującą się do pojęć mistycznych.
problem polega chyba na odpowiednim wyważeniu. Z jednej strony niefajnie jak z terapii robimy przeżycie mistyczne, a z drugiej dla wielu ludzi praca z z nieempatycznym terapeutą może być dużym problemem.

(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Depresja nie wynika z "chęci" pacjenta, tzn. nie wystarczy nie chcieć mieć depresji, żeby minęła. Terapeuci bardzo często o to pacjentów oskarżają.
nie wiem czy wchodzić w ta dyskusję przy okazji tego temat - powiem tylko, że to nie takie proste.

(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Badania naukowe wysokiej jakości pokazują, że SSRI mają przeciw depresji 60% skuteczność, ALE z prób badawczych usuwa się ludzi z nowotworami oraz z próbami samobójczymi.
Po dołączeniu rakowców i samobójców skuteczność SSRI spada do 30%. Te badania są gorszej jakości, ale jestem skłonny uwierzyć.

Samobójców usuwa się także z prób skuteczności terapii CBT. Widziałem metodologię tych badań. Samobójców liczy się jako drop-outy. Jeżeli do terapeutów przyjdzie 100 osób, a potem podczas terapii 50 osiągnie poprawę, 25 nie osiągnie a 25 popełni samobójstwo, to skuteczność wyliczy się ze wzoru:

50 : 75 = 66%
Na pewno trzeba usuwać pacjentów, których depresja jest skutkiem innej choroby somatycznej np. zaburzeń hormonalnych czy która skutkuje zatruciem organizmu. To chyba dość oczywiste. Jaki byłby sens badania skuteczności leków na schizofrenie na próbie pacjentów zatrutych rtęcią? Co do samobójstw (czy dropoutów to są różne podejścia). W każdym razie nie jest nie rzadka ocena skuteczności z uwzględnieniem dropoutów.

(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Nie wiem, co to jest strategia konfirmacyjna. Tak, mam potrzebę logicznie porządkować świat, bo przynosi to lepsze jego poznanie, chociaż wnioski nie zawsze są optymistyczne.
Każdy tak ma większym lub większym stopniu - musimy kategoryzować świat. Choć mam wrażenie (to może być tylko wrażenie) że masz dużą potrzebę uporządkowania sobie wszystkiego w szufladkach, co skutkuje uproszczeniami. Może to samo w sobie nie musi być takie złe o ile te kategorie nie są zbyt statyczne.
Strategia konfirmacyjna, to coś z innej beczki trochę, ale to też coś powszechnego dla ludzi (bardzo ciężko się tego wyzbywać [wyzbyć nie da]). W skrócie polega na tym, że nie poznajemy świata poprzez wstępne stawianie hipotez i ich testowanie, a raczej skłonni jesteśmy do stawiania gotowych tez, a następnie przeszukujemy świat w poszukiwaniu argumentów "za". Można by się spodziewać, że osoby inteligentne (albo mówiąc dokładniej, pewne swoich możliwości intelektualnych) mogą być szczególnie podatne na ten rodzaj biasu (inteligencja ułatwia im szybkie odnajdowanie argumentów popierających tezę). P.S. nie pamiętam czy to moja intuicja czy jakieś badania, które czytałem kiedyś.

(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): To już też wiele razy słyszałem. Ale też już nie wierzę. Nie wierzę, że miałem takiego pecha, żeby spotykać samych kiepskich terapeutów. Moim zdaniem miałem dobry przekrój i że to jest po prostu przeciętna polska norma.
Trudno mi się odnieść do tego.
Zbiór poradników psychologicznych dotyczących m.in. wychodzenia z nieśmiałości, fobii, depresji (i innych problemów), a także redukcji stresu, psychologii emocji i szczęścia...

Ostatnia aktualizacja: 17.02.2018
http://chomikuj.pl/reparare/PSYCHOTERAPI...+poradniki HASŁO: fobia
---------------------------------------------------------------------------------
----> ZBIÓR NAJBARDZIEJ PRZYDATNYCH TEMATÓW
---------------------------------------------------------------------------------
----> Instrukcja obsługi nowego forum
---------------------------------------------------------------------------------
----> Zostań DONATOREM - wesprzyj utrzymanie forum!
---------------------------------------------------------------------------------
----> Pomagaj innym - nowa ranga Pomagacza
---------------------------------------------------------------------------------
----> Testy psychologiczne
Odpisz
#38
(28 Lut 2018, Śro 17:44)BlankAvatar napisał(a):
(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Skuteczne w sensie dosłownym, że przychodzi człowiek z (dajmy na to) myślami samobójczymi, odbywa terapię i po jej zakończeniu nie ma myśli samobójczych?

Czy też "skuteczne" w jakimś hermetycznym sensie, sensownym tylko wewnątrz paradygmatu danej terapii? ("Co prawda dalej mam myśli samobójcze jak wcześniej, ale za to poznałem siebie, więc terapia jest okejka.")
można rozpatrywać i tak i tak (szczególnie przedstawiciele niektórych nurtów chcieliby oceniać skuteczność według drugiego sposobu), ale z oczywistych względów częściej ocenia się jak w pierwszym przykładzie. Przykładowo, jeśli bada się skuteczność leczenia depresji, to porównuje się stosunek ludzi, którzy po zakończeniu interwencji spełniają kryteria diagnostyczne depresji vs którzy, nie spełniają. albo o ile zmniejszyły się objawy.. Identycznie jak w wypadku badania skuteczności leków.

Dobrze, twierdzisz, że "nowe" warianty CBT są skuteczne w dosłownym sensie.

Wierzysz szczerze w to, co mówisz? Bo jeżeli deklarujesz, że są skuteczne a jednocześnie masz jakiś autorytet, to ktoś jeszcze gotów na podstawie Twojej rekomendacji podjąć terapię.

Czy szczerze twierdzisz, że dla osoby z myślami samobójczymi podjęcie terapii w jednej z "nowych" szkół CBT jest dobrym pomysłem?
Czy też raczej będą wyglądać tak samo, jak wszystkie inne terapie?


Cytat:
(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Jeszcze lepiej . Złość mam na koncepcję psychoterapii jako takiej. Głównie przez to uporczywe wzbudzanie winy w pacjencie.

Terapia jest skuteczna, tylko pacjent ch*jowy. To wina pacjenta, że się nie chce wyleczyć, mimo udzielonej mu wielkodusznie pomocy.

Dlaczego terapeuci nigdy nie widzą w sobie winy? Dlaczego żaden nie przyzna, że nie umie albo że terapia jako taka w ogóle nie przynosi efektów? Dlaczego zawsze pacjent jest odpowiedzialny za niepowodzenie?

Czy zdajesz sobie sprawę, jak to wkurza, kiedy słyszy się takie słowa przez 15 lat?
Nie próbuje odebrać Ci prawda do bycia wkurzonym. Myślę, że masz dobry powód (przynajmniej, jeśli powodem mają być skutki). Ale myślę, że to (słuszne) wkurzenie wpływa na negatywnie na możliwość bardziej racjonalnej oceny problemu psychoterapii. (O co w sumie nie mogę mieć na poważnie pretensji, bo dziwne wymagać, żeby pacjent wiedział więcej od swojego doktora). Pewnie zgodzimy się, że problem polega m.in, na tym co psychoterapia obiecuje, a co dostarcza. Z tym, że wg mnie psychoterapia ma podstawy, żeby obiecywać. Z dostarczaniem jest problem, a szczególnie z tym jak trafić na odpowiedniego (i często kompetentnego) terapeutę.

Dobrze, Blank, już się nie będę wkurzał, tylko naucz się mówić jak nie-psycholog. Ten shrink speech jest jedną z bardziej irytujących rzeczy. Podobnie gadają prawnicy, księgowi a także księża. Każda z tych grup ma swój charakterystyczny slang, który jest irytujący. Wypowiadając się inaczej, niż zwykli ludzie, stawiasz między sobą a nimi barierę.

Cytat:
(28 Lut 2018, Śro 16:17)klocek napisał(a): Całkiem serio, bez ironii, posunę się jeszcze dalej: "relacja terapeutyczna" nie istnieje. Nie ma takiego zwierzęcia, to po prostu buzzword, którego psychoterapeuci używają, kiedy mają odpowiedzieć na pytanie, na które nie znają odpowiedzi.
O na pewno funkcjonuje to czasem jak buzzword. A sama definicja będzie różna w zależności od szkoły. Najbardziej wąska definicja to byłoby chyba "obustronne zaufanie i szacunek" i tyle. Ciężko przerabiać terapię z terapeutą, którego nie lubisz, uważasz za idiotę, albo który Cię zmusza do rzeczy, które uważasz za szkodliwe. I na odwrót: jeśli terapeuta cię nie lubi, to raczej też kiepsko. Relację można rozpatrywać szerzej np. jako "nastawienie emocjonalne i motywacyjne; środowisko, gdzie zachodzą przeżycia korekcyjne będące odzwierciedleniem relacji z ważnymi ludźmi z przeszłości" - czy coś w tym stylu. No i jeszcze szerzej, pewnie w stronę mistycyzmu.

No i teraz z zależności od tego jak zdefiniujemy relację terapeutyczną, to można zaprojektować narzędzie, które będzie badało jej jakość. Co do badań, to kojarzę jakieś, które relację terapeutyczną określały jako jeden z najważniejszych predyktorów skuteczności (ale nie interesowałem się tym dalej, więc nie podam więcej szczegółów).

Najważniejsza rzecz, od której zależy powodzenie terapii, a jednocześnie nie wiadomo, co to jest i czy to mamy.

No i nie można zapomnieć, że większość pacjentów psychiatrycznych ma właśnie jakieś problemy w relacjach z ludźmi. Przykładowo fobik społeczny boi się ludzi - i z dużym prawdopodobieństwem będzie się bał także terapeuty. To wyklucza relację terapeutyczną opartą na zaufaniu, prawda?

Czy to nie ironia, że żeby wyleczyć fobię społeczną, najpierw trzeba pokonać fobię społeczną?
I am hopeless
I'm nothing more than just a man
The fire burns within me
The fire makes me who I am

https://www.youtube.com/watch?v=_vpADDFioXs
Odpisz
#39
(28 Lut 2018, Śro 18:48)klocek napisał(a): Dobrze, twierdzisz, że "nowe" warianty CBT są skuteczne w dosłownym sensie.

Wierzysz szczerze w to, co mówisz? Bo jeżeli deklarujesz, że są skuteczne a jednocześnie masz jakiś autorytet, to ktoś jeszcze gotów na podstawie Twojej rekomendacji podjąć terapię.

Czy szczerze twierdzisz, że dla osoby z myślami samobójczymi podjęcie terapii w jednej z "nowych" szkół CBT jest dobrym pomysłem?
Czy też raczej będą wyglądać tak samo, jak wszystkie inne terapie?
Gdyby Twoim problemem była depresja, albo fobia społeczna, to bym rekomendował, ale problem w tym, że ja nie wiem co Ci właściwie jest. Trudno jest ocenić na podstawie rozmowy na forum. Zresztą wspominałem, że Twoja historia jest przykładem problemu odpowiedniej diagnozy i kierowania na adekwatne leczenie. Nic więcej ponad to co pisałem kiedyś w Twoim temacie Ci nie poradzę. Może mógłbyś sobie dodatkowo zrobić u kogoś jakieś dobre testy umiejętności społecznych, inteligencji emocjonalnej, żeby zaplanować jakieś dodatkowe szkolenie O(choc zdaje się, że to robisz na własną rękę).

Jeśli chodzi o myśli samobójcze, to zazwyczaj są skutkiem czegoś, a nie problemem samym w sobie. Przede wszystkim trzeba ocenić czy są skutkiem czynników zewnętrznych. Jeśli nie, to czy są skutkiem frustracji potrzeb, a jeśli tak, to czy cele, które pacjent sobie wyznacza są racjonalne (osiągalne) czy nie. Jeśli tak: to co w psychice pacjenta przeszkadza osiągać te cele (może brakuje mu jakiejś umiejętności, a może ma głęboko zaburzoną osobowość). Jeśli cele nie są racjonalne, to trzeba się zastanowić jak pokazać pacjentowi, że może sobie wyznaczyć inne cele. (INB4 rant: nie uważam, żeby pochopne wyrokowanie, co jest dobre, a co nie dla pacjenta było dobrym pomysłem). Myśli samobójcze mogą być tez skutkiem głębokiej depresji, poczucia winy. Mogą mieć też charakter ruminacji tj. nie mają większego sensu, a pojawiają się same (jak ocd). No i przede wszystkim wypadałoby ocenić jak dużym problemem są takie myśli, bo jakkolwiek straszne takie myśli są, to być może wystarczyłoby zmniejszenie ich częstotliwości, żeby pacjent mógł normalnie funkcjonować. W każdym razie jeśli mnie pytasz czy dana terapia pomaga na myśli samobójcze, to nie jest to łatwa odpowiedź. Analogicznie jakbyś zapytał aptekarza czy dany lek wyleczy "bół gardła" - to zależy co ten ból powoduje.

(28 Lut 2018, Śro 18:48)klocek napisał(a): No i nie można zapomnieć, że większość pacjentów psychiatrycznych ma właśnie jakieś problemy w relacjach z ludźmi. Przykładowo fobik społeczny boi się ludzi - i z dużym prawdopodobieństwem będzie się bał także terapeuty. To wyklucza relację terapeutyczną opartą na zaufaniu, prawda?

Czy to nie ironia, że żeby wyleczyć fobię społeczną, najpierw trzeba pokonać fobię społeczną?
Nie wyklucza, ale może utrudniać, jeśli uśmiech terapeuty jesteśmy skłonni interpretować koniecznie jako wyśmianie. Można zaryzykować hipotezę, że może własnie dla fobików pozytywna relacja terapeutyczna może mieć dodatkowe znaczenie. Gdyby jej nie było, a terapeuta był bardzo neutralny, to ryzykowałyby , że zostanie sklasyfikowany jako niechętny i odrzucający. (choc co fobik, to inna mieszanka problemów, więc nie ma co generalizować). Ale myślę, że o ile ktoś nie jest zbyt paranoiczny, to raczej jakąś relację uda się nawiązać (pomijając kwestię dopasowania pacjent -terapeuta).
Zbiór poradników psychologicznych dotyczących m.in. wychodzenia z nieśmiałości, fobii, depresji (i innych problemów), a także redukcji stresu, psychologii emocji i szczęścia...

Ostatnia aktualizacja: 17.02.2018
http://chomikuj.pl/reparare/PSYCHOTERAPI...+poradniki HASŁO: fobia
---------------------------------------------------------------------------------
----> ZBIÓR NAJBARDZIEJ PRZYDATNYCH TEMATÓW
---------------------------------------------------------------------------------
----> Instrukcja obsługi nowego forum
---------------------------------------------------------------------------------
----> Zostań DONATOREM - wesprzyj utrzymanie forum!
---------------------------------------------------------------------------------
----> Pomagaj innym - nowa ranga Pomagacza
---------------------------------------------------------------------------------
----> Testy psychologiczne
Odpisz
#40
(27 Lut 2018, Wto 20:42)mardybum napisał(a): Według mnie powinnaś mu o tym powiedzieć i zobaczyć co on na to. Na moje oko to wygląda jakbyś z powodu niskiej samooceny bała się, że nawet profesjonalista, który teoretycznie powinien Ci pomóc, wyśmieje Cię, co oczywiście jest tylko błędem myślowym.
Czułam się podobnie rozmawiając z terapeutą jak autorka wątku i dokładnie tak było. Każdy gest, mina, chrząknięcie miało w mojej głowie nieprzychylną mojej osobie interpretację.
Po kilku kryzysach kiedy chciałam przerwać terapię udało się w końcu o tym porozmawiać i obecnie kiedy mam wrażenie, że terapeutka ma ze mnie bekę mówię jej o tym natychmiast a ona wyjaśnia skąd u niej taka a nie inna reakcja. Wytłumaczenia do tej pory nie wzbudzały moich wątpliwości. Co więcej, wyjaśnienie tego wszystkiego wpłynęło na moje zaufanie do terapeutki i jakość samej terapii.

Co nie wyklucza tego, że w każdym zawodzie pracują też zwykłe dupki i tutaj też można pechowo trafić.
[-] 3 użytkowników polubił(o) wpis youthless:
  • Sybil, Divine, mardybum
Odpisz
#41
@youthless no ja właśnie też tak robiłam, o wszystko się pytałam, nawet jak miałam wątpliwości trochę podobne do klocka, w stylu, czy terapia to nie marnowanie czasu i ogólnie chciałam się dowiedzieć dużo jak to wygląda "od kuchni", to o wszystko pytałam i mi coś tam opowiadał. Normalnie może by mi było głupio tak wypytywać, ale oni tyle kasują za godzinę, że już miałam myślenie "tyle za to płacę że wszystko mi tu wolno"   :Wystawia język:
Można mi pomagać na różne sposoby, ale oddychać muszę sam.
Jacek Podsiadło
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis mardybum:
  • Sybil
Odpisz
#42
Dziękuję Wam za podjęcie tematu. Piszecie o wielu kwestiach terapii o których nawet nie pomyślałam.
Mam problem z samooceną, zwyczajnie jak opowiadam historyjjki z mojego życia i te moje problemy, i słyszę te idiotyzmy które wygaduję to jest mi wstyd. I będąc w mechanizmach obronnych czegoś tam nie powiem, coś przekręcę żeby zachować jakś obraz siebie. Oczywiście to bez sensu, bo to taka ucieczka przed terapią. Więc po co ja tam chodzę. Przeraża mnie faktyczny obraz mojej osoby i myślę, że terapeuta o tym wie, widzi to, a ja nadal się kamufluję i robię z siebie idiotkę. Ogólnie mam mocno zaburzony obraz własnej osoby, raz myślę, że jestem całkiem spoko, a za chwilę stwierdzam, że jestem kompletną idiotką. Tak samo oceniam rzeczywistość, raz jest ok, innym razem cały świat przeciwko mnie, wszyscy się ze mnie śmieją itd. I to nawet nie byłoby dziwne, bo robię mnóstwo głupot w życiu. Leczę się na dwubiegunówkę, uzależnienie od alko i mam jakies zaburzenia osobowości. Trochę tak myślę, że pewnie resztę życia spędzę na lekach żwby ustabilizować nastrój ii się niw bać itp. ale te moje problemy myślę, że biorą się z oporu przed zobaczeniem siebie w sposób rzeczywisty i obiektywny, zamiast pogrążać się w lękach. Myślę, że dzięki tym " wariactwom" uciekam przed rzeczywistością. Nie zagłębiam się w mroki mojej osobowości, podłego charakteru, błędnych motywacji. I zamiast zmieniac swoj charakter to sobie " świruję".
No i tak sobię myślę, że terapeuta to widzi i z politowaniem myśli sobie- dziecko, kiedy Ty się odświrujesz i dorośniesz?
A dzieckiem już niestety nie jestem, mam 38 lat.
Odpisz
#43
Moja terapeutka na szczęście nigdy nie rzucała mi tekstów typu: dorośnij. W całym tym temacie zgadzam się z BlankAvatar, problemem nie jest to, że psychoterapia nie działa ale że jest masa niekompetentnych terapeutów.
Odpisz
#44
Nie mam wątpliwości, że terapia działa jeśli prowadzi ją osoba kompetentna i angażuje się w terapię. Jeśli chodzi o mnie, to problemem są raczej moje myśli i podejście do tematu- zaprzeczanie, unikanie, negatywne wytwory wyobraźni na temat terapii i terapeuty. Dzieje się to mimowolnie i czuję jakiś wewnętrzny dysonans. Po tylu zaczętych terapiach stwierdzam, że wcześniej nie byłam gotowa( mimo szczerych chęci). A przez swoją niedojrzałość emocjonalną nadal mam problem z zaufaniem. Nawet jeśli chodzi o terapeutę. Terapeuta nigdy nie powiedział mi; dorośnij. Myślę jednak czasem, że moje problemy są tak proste do rozwiązania i wynikają z mojej niedojrzałości i jakiejś trudności uczenia się na błędach, myśleniu życzeniowym a czasem wręcz magiczne, że dla normalnego człowieka mogą wydawać się absurdalne, a może i śmieszne.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Sybil:
  • klapsznita
Odpisz
#45
Bo psychologiem, podobnie jak księdzem i nauczycielem, jest się z powołania albo z zawodu.

Dokładnie dwa lata temu z ogromnym załamaniem nerwowym będącym apogeum podłego stanu mojej psychiki, w którym trwam obecnie, byłam u psycholog. Przed pierwszą wizytą zabrałam ze sobą karteczkę, żeby było mi łatwiej opowiedzieć o tym, co mnie wewnętrznie boli. Miałam wypisane także przykrości jakie mnie w przeszłości dotknęły, wszystko. Stwierdziła, że przechodzę zwykłą załamkę i na starcie stwierdziła, że będzie mi potrzebne 10 sesji. Teraz już wiem, że to moje najgorzej wydane tysiąc złotych w życiu, bo pod koniec ostatniej wizyty powiedziała, że jestem zbyt inteligentna jak na polską mentalność i nie nadaję się do życia wśród Polaków. Co to za bzdury, w ogóle jak psycholog może mówić takie rzeczy! Ja nie przeżyłam śmiertelnego wypadku członka swojej rodziny, żeby mnie pocieszać, tylko poszłam z problemami, które (uwaga, teraz już część druga) obecna psycholog rozkłada na czynniki pierwsze i przerabia każdy z nich z osobna nie pie*dzieląc przy tym swoich opinii i nie mówiąc mi jaką to ja jestem wspaniałą, ambitną i wartościową osobą - to jest zarezerwowane dla mnie i niestosowne wydaje mi się używanie takich określeń przez terapeutę, który pracuje z osobą o zaniżonym poczuciu własnej wartości (myślę, że każdy wie dlaczego). Przy zaangażowaniu obydwu ze stron (psycholog nie ma pomóc tobie, tylko ty masz pomóc sobie za pomocą psychologa - niektórzy wychodzą z założenia, że na terapii nie trzeba myśleć) kopci mi się z mózgu jak ze starej lokomotywy, wszystko zaczyna mi się układać w całość i zaczynam ROZUMIEĆ siebie, swój stan i skąd się on bierze, po części nawet zaczynam już go kontrolować... i uważam, że to jest dopiero produktywna praca dająca efekty. Zrozumiałam, że im więcej mówię ja, a nie terapeuta, to do tym lepszych wniosków sprowadza się cała terapia - nieważne czy są one bolesne, ważne że się pojawiają - w odróżnieniu od poprzednich wyników pracy z innymi psychologami i terapeutami.
Tak to tylko napisałam, chciałam dać przykład, że psycholog psychologowi nierówny. Uśmiech i dobre traktowanie klienta nie idzie w parze z kompetencjami pracownika, co nie zmienia faktu, że psycholog także powinien dochowywać tajemnicy zawodowej, jest to wręcz jego obowiązek. Nie dziwią mnie komentarze, że jednego psycholog wyśmiał, w drugim wzbudził poczucie winy, trzeciego opluł a na czwartego nie wiadomo co zrobił - po prostu trafił na złego terapeutę. Ja potrzebowałam ośmiu lat i musiałam przejść trzech, żeby trafić na czwartego, z którym pracuje mi się bardzo dobrze. Może ty musisz przejść takich terapeutów dziesięciu, piętnastu lub dwudziestu. I może dopiero ten dwudziesty znajdzie sposób, pod jakim kontem pracować i jaką stawić diagnozę.
Odpisz
#46
Chyba mam dużą trudność z wyrażaniem myśli, bo zupełnie o co innego mi chodziło. Nie twierdzę, że mam złego terapeutę. Chodzi mi o problem jaki mam sama ze sobą będąc w terapii.
Odpisz
#47
Hej. W swojej wypowiedzi bardziej skupiłam się na podbiciu krążącego po orbicie rozważania czy terapie w ogóle mają sens, bo widzę dosyć mocno zarysowane dwie strony "sporu". Nie biłam w twoją stronę, absolutnie nie miej wrażenia, że źle się wyrażasz.    :Uśmiecha się:

BTW - do twojego podejścia i myślenia o psychologach też musi się znaleźć terapeuta, który będzie potrafił to zmienić. Głupio to porównam, ale to jest jak z miłością - nie w każdym przystojnym mężczyźnie się zakochasz. Tak samo nie każdemu psychologowi zaufasz. Czy mówiłaś psychologowi, że czujesz się niedojrzała lub infantylna?
Odpisz
#48
Nie mówiłam, wydaje mi się to oczywiste. Słuchając o moich problemach i patrząc na moje zachowanie szybko można odnieść takie wrażenie.
Kiedyś jakiś terapeuta powiedział mi, że jestem typem wolno dojrzewającym. No i faktycznie czuję się jakbym miała 20 lat mniej.
Odpisz
#49
Do tej pory często zdarzało mi się myśleć, że jestem jakaś opóźniona, dzięki temu tematowi już wiem! Ja jestem po prostu typ wolno dojrzewający    :Wystawia język:

Ja sobie marzę o takim modelu współpracy z terapeutą, gdzie ja najpierw odwalam ogromny kawał pracy autoterapeutycznej, a następnie doraźnie konsultuję się z jakimś doświadczonym i sprawdzonym terapeutą celem uzyskania fachowej opinii oraz świeżego i jednocześnie profesjonalnego spojrzenia na dane przekonanie itd. Chciałabym, by terapeuta był takim moim doradcą CBT, a nie prowadził mnie wg swojego jedynie słusznego widzimisię i swojego sposobu pojmowania terapii CBT. Ale jeszcze mi się nie zdarzyło trafić na terapeutę tak elastycznego. Rozmawiałam z kilkoma i raczej każdy woli pracować według określonych ram planu spotkań itd.
Odpisz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  List do terapeuty? Zmienić specjalistę? Ertix 19 1 369 02 Gru 2015, Śro 2:29
Ostatni post: Zas
  Czy płeć terapeuty ma znaczenie? Plus kilka innych pytań... Zas 9 3 365 17 Mar 2012, Sob 13:30
Ostatni post: Mysza


PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!