- zdrada
eh życie wygrywa, baby walczą o niego   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:

[Obrazek: zddd1.jpg]

[Obrazek: zddd2.jpg]
Odpisz
Jeżeli jesteś w dolnych 60% atrakcyjności, nie istniejesz. Laski cię nie zauważają, ani na dobre ani na złe.
Nieważne, czy się starasz, bo to i tak nie ma znaczenia.

Jeżeli jesteś między 60% a 80%, to jesteś "kiepskim", nieatrakcyjnym facetem. Laski nie chcą z tobą być, ewentualnie zgodzą się pod pewnymi warunkami, ale po cichu planują cię wymienić na lepszego.
No ale przynajmniej uznają cię za faceta.

Dopiero między 80% a 100% jesteś "fajnym" facetem, którego laski chcą z własnej woli. Takiemu to nawet wybaczą zdradę, byleby być przy nim. Tacy faceci mają przywilej stawiania warunków i jakiegokolwiek wyboru.
Odpisz
Wow, jak dobrze nie być hetero, te kobiety brzmią jak prawdziwe potwory!   :Stan - Uśmiecha się - Wystawia język:

A tak na serio, to mam bardzo dużo przyjaciółek, z którymi z racji mojej orientacji rozmawiam o facetach i naprawdę nie zdarzyło mi się jeszcze spotkać żadnej, która miałaby tak płytkie podejście do wyglądu. A już na pewno żadnej, która wybiera sobie faceta "gorszego sortu" a za jego plecami planuje jak najszybsze znalezienie sobie "prawdziwego samca" - przecież to paranoja! Nie twierdzę, że takie nie istnieją, ale wśród facetów też się tacy zdarzają, i co z tego?

Wierz lub nie, ale dla przeciętnej zdrowej psychicznie osoby w potencjalnym partnerze liczą się inne przymioty oprócz wyglądu, jak choćby właśnie zdolność bycia wiernym zamiast szukania najbliższej lepszej alternatywy. Oczywiście masz prawo postrzegać kobiety w ten sposób, być może twoje dotychczasowe doświadczenia były wyłącznie negatywne i zraziły Cię do kobiet, ale myślę że takie antagonizowanie przeciwnej płci jest właśnie powodem, dlaczego niektórym facetom nie wychodzi w związkach, a nie "kobiety som złe, chcom zniszczyć facetuf, olaboga".
[-] 2 użytkowników polubił(o) wpis Cylphi:
  • kartofel, Kra_Kra
Odpisz
@Cylphi to bardzo miłe widzieć homoseksualistę broniącego kobiet.   :Stan - Uśmiecha się: Ostatnio zdarzyło mi się czytać sporo wypowiedzi homoseksualnych mizoginów, więc to było miłą alternatywą..
Odpisz
O homoseksualnych mizoginach jeszcze (na szczęście) nie słyszałem o.O A jak widzę tego typu wypowiedzi o kobietach (a na tym forum niestety jest tego sporo), to mi się nóż w kieszeni otwiera...
Odpisz
[Obrazek: Cj1AcKs33_FfW0En_jp6JKm7hdPemaw2Yt57OvvA...f001bc6e4e]
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Punkt Izolowany:
  • KA_☕☕☕_WA
Odpisz
Nie toleruję zdrady w związkach. Nie zostałem zdradzony (chyba), nigdy nie zdradziłem partnerki, ale z powodu mojej niestabilności emocjonalnej nie przysiągłbym, że nigdy tego nie zrobię.
Odpisz
(06 Sie 2018, Pon 11:22)klocek napisał(a): Jeżeli jesteś w dolnych 60% atrakcyjności, nie istniejesz. Laski cię nie zauważają, ani na dobre ani na złe.
Nieważne, czy się starasz, bo to i tak nie ma znaczenia.

Jeżeli jesteś między 60% a 80%, to jesteś "kiepskim", nieatrakcyjnym facetem. Laski nie chcą z tobą być, ewentualnie zgodzą się pod pewnymi warunkami, ale po cichu planują cię wymienić na lepszego.
No ale przynajmniej uznają cię za faceta.

Dopiero między 80% a 100% jesteś "fajnym" facetem, którego laski chcą z własnej woli. Takiemu to nawet wybaczą zdradę, byleby być przy nim. Tacy faceci mają przywilej stawiania warunków i jakiegokolwiek wyboru.

XDDDDDD

Jak jesteś 100% atrakcyjny to ewoluujesz w mega shiny homo sapiensa i doktor oak transportuje Cię na wyspę roochajacych rozplodowych kobiet.
Odpisz
Zastanawiam się, czy to normalne, że w związku preferuję "nierozłączność" na tydzień czasu nawet. A uświadomiłem sobie to przy okazji rozważania kariery wojskowej - bo wiem już, że żołnierze swego czasu jadący do Afganistanu pozostawali tam na około 7 miesięcy i że ponoć zdrada była tam częstym zjawiskiem. I nie zdziwiłbym się, jakby wyszło, że ich samotne żony, znaczy się ich małżonkowie przebywający w Polsce, dopuszczali się tego samego. (napisałem "małżonkowie", no bo żołnierzami bywają i kobiety). Mnie osobiście nie mogłoby się to zdarzyć, po prostu nie mógłbym zdradzić, niemniej mam tą świadomość, że nie wiadomo, co ta druga połowa wtedy robi, czy także dochowuje wierności. Kwestia zaufania to jedno, ale kwestia narażania związku i wystawiania go na próbę, to drugie; a wiadomo, że łatwiej o wierność, kiedy małżonek ma wsparcie i bliskość drugiego zapewnione na co dzień. Wiem, wychodzi, że nie chciałbym zaufać do końca drugiej stronie, ale to chyba normalne w sytuacji, gdy teoretyzuję obecnie będąc singlem (więc też nie mam odniesienia do osoby, jaka by mogła owo zaufanie wzbudzić w sposób naturalny). Ale żeby nie obdarzyć ewentualnej partnerki tygodniowym kredytem zaufania? Nie przewiduję wspomnianego dłuższego okresu czasu 7 miesięcy, wszak nie najmuję się do piechoty walczącej na froncie w obcym państwie... Ale nigdy nie wiadomo, czy nie nastanie jakaś konieczność w sprawach zawodowych. Czy brak mi w/g Was zaufania? Czy to normalne, że po ślubowaniu sobie wierności nie chciałbym spędzić ani jednej nocy osobno, w zupełnie innym miejscu - tak, że nie mogę spać, gdyż mam świadomość, jak niektórzy zasypiają spokojnie w czasie, w którym ich druga połowa uprawia z kimś innym obłędny seks?
Odpisz
Chyba nie jest to normalne bo wynika z obawy o zdradę. Niemniej rozumiem, wszystkich zdradzających, będących w normalnych związkach, cierpiących na drapanie narządów płciowych, głoszących i wyznających i praktykujących ideologie że człowiek nie jest monogamistą (no tak. Przecież jest więźniem własnych narządów płciowych, a mózgu nie używa) powiedziałabym za owe wielokrotnie wspomniane narządy.
Odpisz
(16 Mar 2019, Sob 17:42)Kaspar Hauser napisał(a): Zastanawiam się, czy to normalne, że w związku preferuję "nierozłączność" na tydzień czasu nawet.
Czy to normalne, że po ślubowaniu sobie wierności nie chciałbym spędzić ani jednej nocy osobno, w zupełnie innym miejscu - tak, że nie mogę spać, gdyż mam świadomość, jak niektórzy zasypiają spokojnie w czasie, w którym ich druga połowa uprawia z kimś innym obłędny seks?
W mojej opinii to nie jest normalne, wręcz przerażające.
Związek to nie więzienie, nie wyobrażam sobie przebywania z kimś 24/h na dobę i zasypiania razem KAŻDEJ nocy. Partnerzy w związku mają prawo do posiadania własnej, indywidualnej przestrzeni, którą wykorzysują tylko dla siebie. Nie można wszystkiego robić razem, bo to na dłuższą metę nie zda egzaminu i musi być totalnie męczące. Nie wyobrażam sobie, żeby podczas każdej rozłąki (sytuacje w życiu są różne, czy to rodzinne czy zawodowe), była posądzana o uprawianie obłędnego (?!) seksu z kimś innym.
[-] 1 użytkownik polubił(o) wpis Galadriela:
  • Acj
Odpisz
@Galadriela , dzięki za odpisanie. Właściwie to też traktowałem tę sferę przestrzeni osobistej i potrzebę prywatności tak, jak Ty ją opisujesz. I jeśli od takowego podejścia odszedłem w niewłaściwym kierunku, to nasuwa mi się taka przyczyna:

Jednego dnia usłyszałem takie zdanie, powiedziane przez dziewczynę, z jaką zaczynałem chodzić, że jej seksfreind... i na tym już miałem dość. Powiedziała to na jednym z for, przez które właściwie się poznaliśmy, nie wprost do mnie, ale przy mnie. A jasnym było dla nas obu, że coś budujemy i mnie na niej zależy, na co ona, przychodząc się ze mną spotykać, odpowiada. Że też tylko innym nie krzywi się psycha z takich rzeczy, jedynie mnie się zaburza obraz zdrowej relacji, na - jak zauważyłaś - "przerażający".   :Stan - Niezadowolony - Brak słów:

Co do reszty odpowiedzi pod mym postem, chyba trzeba mi wziąć poprawkę na to, że tak to już wygląda na forum psychologicznym...
Odpisz



PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.