- Zrozpaczona...
#1
Hej, w sumie zauważyłam, że zawsze dodaję tutaj wpisy kiedy mam totalnego doła. Zawsze mogłam otrzymać od Was wsparcie i myślę, że potraficie mnie lepiej zrozumieć od większości osób, z którymi spotykam się w rzeczywistości. Znowu mam problemy… Tym razem chodzi głównie o szkołę. Teraz mam matury i już wiem, że nie poszły mi one tak jakbym chciałam. Boję się, że nie zdałam matematyki, bo nie pamiętam dobrze wszystkich wyników i obawiam się, że np. w jednym z zadań, w którym było do rozwiązania równanie wpisałam w odpowiedziach wynik pierwiastka z delty zamiast jednego z trzech rozwiązań, które chyba wyszły mi dobrze. Na egzaminie kompletnie nie mogłam się skoncentrować i za długo zastanawiałam się nad niektórymi zadaniami. Teraz płaczę, bo o tym czy zaliczę decyduje dosłownie jeden punkt. Wczoraj pisałam egzaminy z języka polskiego. Z podstawy powinnam dostać w miarę przyzwoity wynik, ale rozszerzenie totalnie zawaliłam. Wybrałam analizę porównawczą z dwoma bardzo trudnymi tekstami autorów, których twórczości prawie nie znam. Były one przepełnione niejasnymi treściami i musiałam coś wymyślić na siłę. Dodam, że do matury naprawdę starałam się dobrze przygotować. Bardzo dużo czasu poświęciłam na powtórzenie sobie lektur, wierszy i wiele innych rzeczy. Teraz żałuję, że zamiast nauczyć się porównywać teksty i uczyć się po prostu formułowania dobrych tez zdecydowałam się przypominać sobie filmy, które obejrzałam, książki itd. Za mało czasu poświęciłam rzeczom technicznym. Napisałam w tej pracy totalnie błędną tezę i argumenty. To tak jakbym pisała o komputerze a miałam napisać o pierwotniaku. Boję się, że moja praca będzie wyzerowana. Jeśli chodzi o maturę to oglądałam mnóstwo filmików z rozwiązywaniem zadań maturalnych. Starałam się słuchać na lekcjach i odrabiać zadania domowe. Moim kolejnym błędem było to, że oglądałam rozwiązywanie zadań maturalnych z matematyki przede wszystkim z 2012. Matura wcześniej była o wiele łatwiejsza. Umiałam np. zrobić proste zadania z ciągów, ale na maturze dostałam trudne i nie wiedziałam co z nimi zrobić. Nie mam niestety szczęścia do strzelania, więc o tym czy zdam decyduje tylko moja wiedza, koncentracja itd. Teraz przejdę do tej ważniejszej części . Chodziłam na lekcje z bardzo słabą klasą, więc nie miałam zbytniej konkurencji i przez przypadek uzyskałam najlepszą średnią ocen spośród wszystkich. Dostałam wyróżnienie na koniec roku, mimo że nie miałam świadectwa z paskiem. Zwróciłam tym na siebie uwagę i teraz większość patrzy mi się na ręce. Wszyscy są ciekawi czy obronię swojej średniej. No i teraz, mimo że się starałam nie mam szans na przyzwoite wyniki. Wiem, że bardzo zawiodę moją polonistkę. Bardzo starałam się mieć u niej najlepsze oceny, bo sprawiała, że po prostu chciało mi się uczyć się z tego przedmiotu. Zawsze jest perfekcyjnie przygotowana do zajęć, zaangażowana. Ma najlepsze anegdotki. Ze świecą szukać takiej nauczycielki. To ona sprawiła, że zaczęłam więcej mówić. Tak się składa, że w mojej słabej grupie prawie nikt nie chciał zgłaszać się na lekcjach. Ja też na początku nie wykazywałam do tego chęci, ale wszystko zmieniło się diametralnie w trzeciej klasie. Zgłaszałam się zdecydowanie najwięcej ze wszystkich. To co mówiłam prawie zawsze miało sens. Jako jedyna dostałam od niej piątkę na koniec roku. W klasie tylko jedna osoba dostała czwórkę. Zostałam Wyróżniona. Pani Powiedziała, że ma nadzieję, że pójdzie mi też dobrze na maturze. Ja wszystko zawaliłam. Mam co prawda jeszcze maturę ustną, ale boję się, że mimo przygotowań dostanę taki temat, że ponownie mi nie pójdzie. Kurczę, zawsze dobrze szły mi próbne egzaminy. Z rozszerzenia w listopadzie dostałam 77%, a z ostatniej matury ustnej 85%. Wszystko miało pójść mi teraz dobrze. Liczyłam na ten polski. Można mówić mi, że nie będzie aż tak źle, ale ja widziałam odpowiedzi do matur i wiem, że poszło mi naprawdę źle. Dodam, że moim celem nie było tylko zdanie tego polskiego, ale otrzymanie porządnych, wysokich wyników. Pani z matmy też jest świetną nauczycielką, która nie marnuje nawet minuty z lekcji. Będzie załamana jeśli ja i pewnie inne osoby nie zdadzą tej matematyki. Tak bardzo nie lubię nikogo zawodzić. Wiem, że większość osób nie przejmuje sie reakcją nauczycieli, a nawet obwinia ich za oblaną maturę, ale ja tak nie potrafię. Czuję, że do niczego się nie nadaję. Siedziałam w tej szkole i przykładałam się do tych paru przedmiotów i wyszło z tego wielkie nic. Można powiedzieć, że matura to nic takiego. Przecież można ją poprawić. Ja niestety boję się, że np. na takim polskim rozszerzonym za rok znowu dostanę za trudne teksty i wyjdzie równie beznadziejnie. Nie dość, że jestem brzydka, nikt nie chce ze mną gadać to jeszcze głupia. Serio, coraz częściej myślę o odebraniu sobie życia. Dlatego, że jestem jak totalny wrzód na dup*e i wszystkich zawodzę. Wiem, że to opcja dla słabych, ale ja już czasami nie wytrzymuję. Mam dosyć presji społeczeństwa. Nie popełnię samobójstwa, bo jestem katoliczką i wiem, że gdybym teraz to zrobiła to jak nic skazałabym się na potępienie. Nie chcę też ranić mojej rodziny. Ma ona wystarczającą ilość kłopotów. Czasami mam nadzieję na to, że wszystko się zmieni. Staram się, staram, ale nic mi nie wychodzi… Nie dla mnie świat, książki, filmy, mądrzy ludzie, dobre studia, związki… Nic nie zrozumiem...
Odpisz

[-]
Brak dostępu



Niestety nie masz dostępu do postów w tym dziale. Zarejestruj lub zaloguj się, żeby zobaczyć resztę postów.




PhobiaSocialis.pl

Forum dla cierpiących na fobię społeczną (lęk społeczny, chorobliwa nieśmiałość, osobowość unikająca, hikikomori). Znajdziesz tu pomoc, informacje i porady, oraz poznasz podobnych ludzi, którzy zrozumieją twoje problemy! Pamiętaj, że nie jesteś sam(a)!

This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.