PhobiaSocialis.pl
Idealizowanie otoczenia - Wersja do druku

+- PhobiaSocialis.pl (https://www.phobiasocialis.pl)
+-- Dział: Działy tematyczne (https://www.phobiasocialis.pl/forum-9.html)
+--- Dział: Nieśmiałość, Fobia społeczna (https://www.phobiasocialis.pl/forum-11.html)
+--- Wątek: Idealizowanie otoczenia (/thread-2442.html)

Strony: 1 2 3


Re: Idealizowanie otoczenia - krys840 - 08 Maj 2009

Jak mielibyśmy trwać w zupełnej beztrosce, mając możliwość osiągania wszystkiego, co sobie zaplanujemy. Przecież nasz stan emocjonalny bądź skłonności do umartwiania się, wynikają z braku możliwości trwania w danym miejscu. Jestesmy obciążani przez innych odpowiedzialnością, nie mając za to społecznego uznania. Są ludzie, którym zależy na tym, by szerzyć propagandę o kierunku anarchicznym, by wprowadzając zamieszanie i społeczny niepokój osiągać korzyści i uznanie. Są kręgi, które głośno manifestując i demonstrując siłę, powodują napięcia - sami mając też większą swobodę realizacji planów i wewnętrzny spokój, ku osiąganiu złud chwilowej pomyślności. Są to Ci, którzy pod kierunkiem ludzi - osiągających z takiego stanu rzeczy najwięcej - zachęcają do bojkotu społecznej współpracy, braku solidarności. Wymuszają aprobatę ludzi, którzy ulegają maksymom typu CH.W.D.P. i jakimś trendom do zniechęcania tych, którzy mieliby próbować współpracować z służbami porządkowymi. Myślę, że dobrze służyć jest publicznemu dobru, by kraj nie sprzyjał anarchistom, byśmy mieli to, o co walczyliśmy. Byśmy nie uciekali w świat zakazanych owoców, ponieważ sytuację na polskich ulicach kontrolują anarchiści i wandale. :Stan - Niezadowolony - Zastanawia się:
Oto idealne otoczenie, które rodzi frustracje i fs. Trzymajcie się w cnotach, poczekamy jeszcze trochę.

EDYCJA:
Co zrobić z Twoim psychologiem?


Re: Idealizowanie otoczenia - Artur Król - 08 Maj 2009

Sosen napisał(a):Chodzi mi o to, ze lęk społeczny strasznie wypacza to co odbieramy z zewnątrz. Docierają do nas skrawki, strasznie zniekształcone w tą negatywną stronę. A więc siebie widzimy w gorszych barwach, a innych ludzi widzimy w o wiele lepszych barwach.

To nie kwestia lęku społecznego - to bardziej ogólny wzorzec u większości ludzi. Np. zakładamy, że inni oceniają nas dużo gorzej, niż faktycznie nas oceniają.

Jak to ktoś mądrze ujął "Strasznie przejmujemy się tym, co pomyślą o nas inni, zapominając, że oni są zbyt zajęci myśleniem co pomyślą o nich inni, żeby zwracać na nas większą uwagę."

Natomiast lęk społeczny może zapewne ten wzorzec jeszcze wzmocnić. Do tego dochodzą np. dziwne standardy, albo brak konkretnych standardów, wobec siebie. Np. ktoś uważa "jestem złym człowiekiem", a gdy podaje mi kryteria, po których spełnieniu byłby dobrym człowiekiem, okazuje się, że nikt, wliczając w to Buddę i Jezusa, się nie kwalifikuje.

Sosen napisał(a):Zmierzam do tego, że tak naprawdę wszystko zależy od tego jak my sami siebie widzimy. Jeśli myślimy o sobie jako o głupkach, to tak też widzą nas inni. Jeśli uważamy się za gorszych, to tak właśnie jesteśmy postrzegani. To jak o sobie myślimy wpływa na nasz sposób zachowania i na to co odbierają inni ludzie patrząc na nas.

Dokładnie

Sosen napisał(a):Przykre to jest, że na forum jest wiele fajnych osób, z bardzo zaniżoną samooceną, którzy się chowają i dołują. A po świecie chodzi tylu debili i ignorantów, którzy uważają się za bogów. Sprawiedliwie byłoby, żeby oni się trochę pozastanawiali nad sobą, a my żebyśmy wreszcie przestali to robić.

Bingo - zwłaszcza w kwestii przestania na trochę myśleć. Myślenie jest świetnym narzędziem - tak długo, gdy się go nie nadużywa. Przydaje się też nieco poczuć i nieco porobić.

Sosen napisał(a):Weźcie się za siebie :Różne - Wykrzyknik: :Różne - Wykrzyknik:

Popieram :Stan - Uśmiecha się:


Re: Idealizowanie otoczenia - abc123 - 08 Maj 2009

ja nigdy nie idealizowałam otoczenia tylko gardziłam sobą. nie uważałam, że otaczający ludzie są cudowni, tylko uważałam, że ja jestem do d*py. teraz nadal uważam, że jestem do d*py, ale ludzie są jeszcze bardziej do d*py niż ja. nie lubię ludzi, ludzie mnie denerwują, męczą, nie mają nic mądrego do powiedzenia, a mimo to wciąż gadają. zupełnie tego nie rozumiem. oczywiście zdaję sobie strawę z tego, że jest to akt samoobrony mojego umysłu przeciwko mojej aspołeczności.


Re: Idealizowanie otoczenia - Artur Król - 08 Maj 2009

Kalina, to czegoś nie rozumiem - Ty jesteś do d*py, inni są do d*py, to kto jest ok?

Bo jeśli wszyscy są do d*py, to może warto zmienić standard oceny?


Re: Idealizowanie otoczenia - Danika - 08 Maj 2009

Myślę, że to przez innych mamy zle zdanie o sobie. W dzieciństwie bardzo mi dokuczano i przez to nabawiłam się masy kompleksów choć zdaję sobie sprawę, że wcale nie jestem brzydka, głupia itp... to jednak coś mi zostaje po tamtym rozdzierająco bolesnym okresie. Zawsze to co ktoś o nas powie w większym lub mniejszym stopniu oddziałowuje na naszą psychikę. Dlatego ja większości znanych mi ludzi nie lubię i zawsze jestem raczej negatywnie nastawiona do każdego spotkanego człowieka. Może to jakiś rodzaj samoobrony przed zranieniem nie wiem. Z okresu mojej młodości wyniosłam coś takiego, że jestem gorsza od innych, gorzej ubrana, brzydsza itp...

To :Różne - Koopa: zostaje w człowieku. :Stan - Niezadowolony - Smuci się:


Re: Idealizowanie otoczenia - Artur Król - 09 Maj 2009

Taaak, ponieważ są dwie grupy ludzi - ci, którym w dzieciństwie dokuczano (z nich wyrastają fobicy) i ci, których w dzieciństwie noszono na rękach i ani jednego złego słowa nie usłyszeli... :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:

A może tak, zupełnym przypadkiem, wszystkim dokuczano w dzieciństwie? Tylko różni ludzie różnie na to reagowali?

A co do :Różne - Koopa: które zostaje w człowieku? Chce Ci się takie :Różne - Koopa: nosić? Nie? To może przestań to robić?


Re: Idealizowanie otoczenia - 7wave - 09 Maj 2009

Artur Król napisał(a):Kalina, to czegoś nie rozumiem - Ty jesteś do d*py, inni są do d*py, to kto jest ok?

W tym momencie panuje pełna harmonia, bo wszyscy trzymają równy poziom :Stan - Uśmiecha się:

Czytałem kiedyś na wiki o czymś takim jak realizm depresyjny - jest teoria, że ludzie w depresji mają trzeźwiejszy osąd rzeczywistości niż człowiek w normalnie pogodnym nastroju. To może stosować się także do podłej samooceny, u mnie w każdym razie tak działa - jeśli rodzą mi się myślach na widok kogoś odruchowe uwagi w rodzaju, np. "o rany, ale banan i wsiur" z automatu dostają kontrę w postaci skierowanej do siebie myśli "ta, powiedział wzorowy członek społeczeństwa - może i wsiur ale prawdopodobnie ma życie i wnosi do świata więcej niż ty". To jak walka z wewnętrznym bucem - przynajmniej trochę bezslinej, bezsensownej frustracji i zawiści jest tłumione w zarodku. No i ma się nieco lepszą ocenę otoczenia.


Re: Idealizowanie otoczenia - abc123 - 09 Maj 2009

królu arturze, nikt nie jest ok, toć właśnie napisałam, że to moja forma samoobrony przed ludźmi. wolę ich nie lubić na dzień dobry, bo nie potrafię się z nimi dogadać.


Re: Idealizowanie otoczenia - Kaktus - 09 Maj 2009

Artur Król napisał(a):Taaak, ponieważ są dwie grupy ludzi - ci, którym w dzieciństwie dokuczano (z nich wyrastają fobicy) i ci, których w dzieciństwie noszono na rękach i ani jednego złego słowa nie usłyszeli... :Stan - Uśmiecha się - Mrugając:
Ja bym dorzucił trzecią grupę: tych co "noszono na rękach" i którym jednocześnie dokuczano. Ja taki jestem :Stan - Niezadowolony - Zastanawia się:


Re: Idealizowanie otoczenia - Whisper - 09 Maj 2009

Kaktus napisał(a):Ja bym dorzucił trzecią grupę: tych co "noszono na rękach" i którym jednocześnie dokuczano. Ja taki jestem

Ktoś, kto wywodzi się z NLP i ma 5-złotówki w oczach - nie zrozumie tego.


Re: Idealizowanie otoczenia - Artur Król - 09 Maj 2009

Hektor napisał(a):Ktoś, kto wywodzi się z NLP i ma 5-złotówki w oczach - nie zrozumie tego.

Hektor, wyluzuj, bo to się śmieszne robi. Nie masz argumentów, to stosujesz ad personam i teksty w powyższym rodzaju.

Btw. pisałem Ci już nie raz - jak kogoś nie stać na pracę ze mną, może spokojnie przerobić 20 godzin np. w schronisku dla zwierząt - i nie płaci ani grosza.

Wyluzuj, odnieś się do merytoryki i do konkretów, wtedy będzie sensowniej :Stan - Uśmiecha się:



7wave napisał(a):Czytałem kiedyś na wiki o czymś takim jak realizm depresyjny - jest teoria, że ludzie w depresji mają trzeźwiejszy osąd rzeczywistości niż człowiek w normalnie pogodnym nastroju.

Nawet nie teoria, ale dość dobrze potwierdzony efekt. Na co dzień większość ludzi przecenia sporo rzeczy, co choć mało realistyczne, jest zdrowsze poznawczo i zwiększa szanse przetrwania.

To taka różnica między sytuacją laboratoryjną, a prawdziwym życiem. W laboratorium możemy dokładnie zmierzyć szanse sukcesu i powiedzieć, że ktoś przecenia np. swoje szanse. W rzeczywistości, nie jesteśmy w stanie nigdy dokładnie powiedzieć, jakie mamy szanse, podajemy jedynie przybliżone wartości - więc przeszacowanie swoich szans zwykle jest korzystniejsze.


Re: Idealizowanie otoczenia - Whisper - 09 Maj 2009

Artur Król napisał(a):Hektor, wyluzuj, bo to się śmieszne robi. Nie masz argumentów, to stosujesz ad personam i teksty w powyższym rodzaju.

"tych co "noszono na rękach" i którym jednocześnie dokuczano." - Wiesz co to znaczy, czy nie?


Re: Idealizowanie otoczenia - Artur Król - 09 Maj 2009

Tak - to znaczy 100% ludzkości.

KAŻDY ma w swoim życiu, także wczesnym, doświadczenia pozytywne i negatywne. Co więcej, w zależności od stanu emocjonalnego możemy np. być w stanie przywołać tylko jedne z nich - tylko negatywy lub tylko pozytywy. Możemy też przepisać sobie wspomnienia (i robimy to na bieżąco każdego dnia), dodając wspomnienia których nie było i wyrzucając (nie wypierajac, ale faktycznie wyrzucając, niszcząc) wspomnienia które miały miejsce.

Z tego powodu właśnie "archeologiczna" metafora psychanalizy jest tak wadliwa. Nie przewidziała faktu - świetnie udokumentowanego badawczo - bardzo elastycznego przebudowywania pamięci ludzkiej, nie w formie mechanizmu obronnego, a mechanizmu poznawczego.

Trudno oczekiwać, żeby było inaczej - psychologia ewolucyjna i przyjrzenie się temu PO CO dany proces był nam potrzebny dla przetrwania, a więc i jak ewolucyjnie kształtowała się nasza pamięć i jak w związku z tym działa, są dość nowymi dziedzinami.


Re: Idealizowanie otoczenia - Whisper - 09 Maj 2009

Nie. Tu chodziło o pewną zależność między noszeniem na rękach i dokuczaniem.


Re: Idealizowanie otoczenia - Sosen - 09 Maj 2009

Proszę o przyjrzenie się nazwie tematu. Rozpoczynanie dyskusji w każdym temacie do niczego nie prowadzi. Proszę się przenieść do Hyde parku.


Re: Idealizowanie otoczenia - krys840 - 09 Maj 2009

Czy nie jest czasem tak, że nasze doświadczenia, kształtując naszą tożsamość, wywierają wpływ na naszą postawę, poglądy i zachowanie? Określona tożsamość predestynując nas do określonego działania, nadaje ciągłości naszym myślom, bo weyfikacja doświadczalna wyobrażeń kształtowanych od dzieciństwa powoduje zachowanie w pamięci źródeł, przyczyn i początków aktualnego położenia, w którym się znajdujemy. Mając świadomość tego, kiedy zostaliśmy wytrąceni z równowagi, możemy skuteczniej planować realizację siebie. Musimy mieć odpowiedni ład emocjonalny, by móc swobodnie planować oraz cieszyć się pracą. Rozwój to jednak nic innego, jak przełamywanie zaściankowych barier, stereotypów, nie zbyt szerokich wybrażeń i pojęć na temat świata zewnętrznego. Trzeba rozumieć pobudki, czyli emocje oraz intencje, wyrażające jakieś motywy. Chęci niosą za sobą pragnienia, ale te są formą kreatywnej inwencji, stąd motywy zawsze przyświecają ludziom, bo są pragnieniem - nade wszystko - osiągnięcia bezpieczeństwa. Hasła i ideały jednak są często płytkie, kiedy chodzi głównie o zaspokajanie potrzeb i interesów jednostek zaściankowych, będących uprzedzonych, nie mających wglądu na działalność innych. Ludzie, o których jedynie isę spekuluje, budzić mogą nasze skrajne emocje, jako że nie mając możliwości oceny zamierzeń, ograniczamy sie do demonstracji siły i agresywnej postawy. Taka sytuacja zniechęcająca wszystkich do poszerzania sobie nawzajem horyzontów. To szerokie natomiast spojrzenie na rzeczywistość gwarantuje pomyślność, ale też umiejętność relatywnej oceny sytuacji, kiedy mamy świadomość swojego położenia i możliwość przewidywania konsekwencji swoich działań. Dopiero wówczas możemy mówić o kształtowanej osobowości, czyli o naszym poszerzanym światopoglądzie, mającym nam umożliwić trwanie w postępowej myśli. Tacy, zdaje się, jesteśmy, i tak jest społeczna natura. Idelizowanie otoczenia to formowanie wyobrażeń na jego temat, co ma nam torować drogę do poznania siebie, innych oraz do przewidywania swojego losu. Do wyrokowania. Kiedy nie możemy rozumieć siebie do końca, wówczas idziemy na przód, nie pamiętając przy tym często, o możliwości braku hamulców, kiedy ogrom doświadczeń przytłaczając nas, odbiera nam możliwość poznawania, oceny i trwania w spokoju. Niewyważane konflikty uniemożliwiają nam trwanie w postanowieniach - tak, jak brak szeroko zakreślonych horyzontów unimożliwia nam wgląd na swoją działalność.
Bagaż doświadczeń należałoby umiejętnie zrzucać, do momentu uzyskania odpowiedniego stanu emocjonalnego, który nie przytłacza brakiem perspektyw. :Stan - Uśmiecha się:


Re: Idealizowanie otoczenia - Whisper - 09 Maj 2009

krys840 napisał(a):Czy nie jest czasem tak, że nasze doświadczenia, kształtując naszą tożsamość, wywierają wpływ na naszą postawę, poglądy i zachowanie?

Dokładnie tak.


Re: Idealizowanie otoczenia - krys840 - 10 Maj 2009

Przyjrzyjmy się zjawisku uprzedzeń z innej niż dotychczas strony. Należałoby założyć, że ci, którzy przejawiają duże nasilenie fobii społecznej, są uwarunkowani do zbytniego kumulowania napięć interpersonalnych w sobie, czyli mają skłonności do przyjmowania postawy społecznej rodzącej napięcia intrapersonalne. Otoczenie oddzaiałując na nas, powoduje, że nasze konflikty wewnętrzne kumulują się do tego stopnia, że zaczynamy odczuwać lęk oraz możemy stracić możliwość obiektywnej oceny sytuacji, nie mając bezpośredniego wpływu na swoje zachowanie. Skąd owa podatność ku nasileniu przyjmowania wpływów z otoczenia - tak, że tracimy możliwość swobodnego zachowania? Moim zdaniem są ludzie, którzy zawsze pozostaną idealistami. Stąd ich tożsamość i pamięć będą stale pielęgnowane, by rozumieć swoje położenie, wynikające z określanego dorobku życiowych doświadczeń. Doświadczenia są dla nas motorem napędowym, podobnie, jak ich brak. Dlatego uważam, że jesteśmy podatni na swoje dziwactwa bądź dziedzictwo, ponieważ piastujemy, niejako, brakujące w otoczeniu wartości. Brakuje nam uznania za pracę, ponieważ nie można zrozumieć, dlaczego wielu z nas pozostaje zmarginelizowanymi bądź nie potrafi znaleźć sobie miejsca, uciekając w zaściankowe wyobrażenia. Nie chcąc dzielić się doświadczeniami albo nie będąc w stanie tego robić, zawężamy horyzonty tym, którzy nas nie rozumieli bądź odepchnęli. Hipotetycznie rzecz biorąc, bo wydaje mi się, że wnioski są logicznym procesem dedukcji, jakkolwiek nie muszą mieć - tak, określonego przeze mnie -końcowego kształtu. :Stan - Uśmiecha się:
Wydaje mi się, że badania są wiarygodne, kiedy są aktualizowane - kiedy możemy je w sposób przejrzysty weryfikować metodą doświadczalną, w procesie dyskusji. Kiedy zatem zamyka się nam usta, to dlaczego mielibyśmy chcieć współpracy?
EDYCJA:
Kiedy wyrażając niechęć, do odwzajemnienia zaangażowania, wulgarnie zastrasza się innych, wówczas mamy hipotetyczne wybrażenie na temat niecierpliwości do uczciwej współpracy. :Stan - Niezadowolony - Zastanawia się:
EDYCJA:
Skąd owa niecierpliwość się bierze?


Re: Idealizowanie otoczenia - Whisper - 10 Maj 2009

krys840 napisał(a):Otoczenie oddzaiałując na nas, powoduje, że nasze konflikty wewnętrzne kumulują się do tego stopnia, że zaczynamy odczuwać lęk oraz możemy stracić możliwość obiektywnej oceny sytuacji, nie mając bezpośredniego wpływu na swoje zachowanie.

Ja bym napisał, że zostaliśmy zaszczuci społecznie i na zasadzie projekcji uważamy, że nowo napotkani ludzie będą nas traktowali tak samo.

krys840 napisał(a):Skąd owa podatność ku nasileniu przyjmowania wpływów z otoczenia - tak, że tracimy możliwość swobodnego zachowania?

Głębokie przekonanie w naszej psychice, które powstało dawno temu, na skutek obiektywnych krzywd, jakich doznaliśmy.

krys840 napisał(a):Dlatego uważam, że jesteśmy podatni na swoje dziwactwa bądź dziedzictwo, ponieważ piastujemy, niejako, brakujące w otoczeniu wartości.

W naszym otoczeniu rozumiem? Jeżeli tak, to się zgodzę.

krys840 napisał(a):Kiedy zatem zamyka się nam usta, to dlaczego mielibyśmy chcieć współpracy?

Heheh... Można powiedzieć, że mamy focha społecznego :Stan - Uśmiecha się - Szeroko:


Re: Idealizowanie otoczenia - krys840 - 11 Maj 2009

Sosen napisał:
Cytat:Chodzi mi o to, ze lęk społeczny strasznie wypacza to co odbieramy z zewnątrz. Docierają do nas skrawki, strasznie zniekształcone w tą negatywną stronę. A więc siebie widzimy w gorszych barwach, a innych ludzi widzimy w o wiele lepszych barwach.

Król Artur napisał:
Cytat:To nie kwestia lęku społecznego - to bardziej ogólny wzorzec u większości ludzi. Np. zakładamy, że inni oceniają nas dużo gorzej, niż faktycznie nas oceniają.

Jak to ktoś mądrze ujął "Strasznie przejmujemy się tym, co pomyślą o nas inni, zapominając, że oni są zbyt zajęci myśleniem co pomyślą o nich inni, żeby zwracać na nas większą uwagę."

Natomiast lęk społeczny może zapewne ten wzorzec jeszcze wzmocnić. Do tego dochodzą np. dziwne standardy, albo brak konkretnych standardów, wobec siebie. Np. ktoś uważa "jestem złym człowiekiem", a gdy podaje mi kryteria, po których spełnieniu byłby dobrym człowiekiem, okazuje się, że nikt, wliczając w to Buddę i Jezusa, się nie kwalifikuje.

Lęk społeczny jest jak najbardziej uzasadniony tzn., że mamy realne powody się obawiać i być uprzedzonymi do innych, na bazie swojego wcześniejszego doświadczenia, które można łatwo zweryfikować doświadczalnie. Kiedy przyjmujemy postawę a priori, czyli gdy nie zakładamy niczyich złych intencji, oczyszczając swój umysł z naleciałości siebie: lęków, uprzedzeń i wszystkich - wydawać by się mogło naszych irracjonalności - wtedy przygotowujemy się do zbadania zjawisk nas przytłaczających, bądź pośrednio czy bezpośrednio nam zagrażających. Mówimy o absurdach życia i o konfrontacjach związanych z wyważaniem wpływów interpersonlanych, kształtowanych na bazie wspólnych doświadczeń, na bazie współpracy. Dlatego konfliktową jest sytuacja, kiedy nawiązywane relacje, mające wyważać nasze zależności - w okolicznościach poznania naszych korelacji - wymuszają naszą dyspozycyjność. Tracimy możliwość oceny sytuacji, kiedy będąc a priori, ktoś nie uwzględnia naszego stanowiska epistemologicznego. Mając ugruntowane doświadczalnie przekonania, oczekujemy potwierdzenia swoich zasług. Stąd przeczuwając - jaką wykonaliśmy pracę, angażując się - odszukujemy wynagrodzenia za utrzymywanie zbilansowanych relacji i sprawiedliwej współpracy. Nasz empiryzm wskazuje, że uprzednie nasze zaangażowanie nie było docenione, dlatego mając z powodu wymuszonych okoloczności życia zaniżone poczucie własnej wartości, stajemy się uprzedzeni. Tracimy wtedy społeczną wiarygodność, jako pojęcia oddającego korelacje wartości międzyludzkich, kształtowanych zawsze na bazie styczności z sobą. Z czasem wpadamy w depresję, badź kolokwialnie mówiąc: po prostu dostajemy świra.
Jakie są wnioski? Nasze wzorce są naszymi wewnętrznymi systemami moralno - filozoficznymi, ukształtowanymi na bazie dotychczasowych relacji interpersonalnych. Jeśli boimy się nawiązywać relacje z innymi, to zapewne zniekształcenie własnego wewnętrznego kodeksu spowodowane jest obawą przed postulowaniem o swoje zasługi. Nasze wyobrażenia i światopogląd muszą być zweryfikowane z tymi, z którymi konfrontacji słusznie się obawiamy.

Hektor napisał:
Cytat:Głębokie przekonanie w naszej psychice, które powstało dawno temu, na skutek obiektywnych krzywd, jakich doznaliśmy.
Nie mogąc się wyrazić jesteśmy zaszczuwani społecznie, a nie istotne jest z natury ludzkiej, gdzie zostawiliśmy siły. Nawet jeśli to były irracjonalne walki z przysłowiowymi wiatrakami. Można powiedzieć, że coraz mniej akceptujemy siebie nawzajem, bo dialog i odczytywanie intencji nie jest często jawnym przejawem kontroli swojego położenia i wzrastającego poczucia bezpieczeństa i świadomości społecznej, a zatem nie mając wglądu na swoje zależności zaczynamy działać bez uwzględnienia dorobku swoich przodków, jakim jest język i kulturalny, powszechny dialog. Zaczynamy dywagować i tworzyć nierelatywistyczne wizje, szerzyć fobie i niepokój społeczny, który piętrzy nasze wewnętrzne rozterki, przyczyniając się do mimowolnej analizy sytuacji - natłoku myśli.


Aposterioryzm, w filozofii stanowisko epistemologiczne, wg którego prawdziwe poznanie dokonuje się wyłącznie w oparciu o uprzednie doświadczenie (a posteriori) i potwierdzone może być tylko poprzez bezpośrednie lub pośrednie odwołania się do owego doświadczenia. (dialog) Aposterioryzm, stanowiący przeciwieństwo aprioryzmu, jest metodologicznym odpowiednikiem empiryzmu. :Stan - Uśmiecha się:


Re: Idealizowanie otoczenia - waniliowa - 18 Cze 2009

Ja niestety przez caly czas jestem cholerna idealistka. zawsze i wszedzie. Nigdy nie umiem z tym skonczyc. Wszyscy sa super, wszyscy maja lepiej, kazdy jest ladniejszy i bardziej szczesliwy. I najgorsze jest to ze zdaje sobie z tego sprawe, a nie umiem z tym skonczyc. Miłość. Miłosc tez oczywiscie musi byc dla mnie idealna, pzrez to nigdy mi nic w tych sprawach nie wychodzi. Doszukuje sie idealow w ludziach, w sobie. Obawiam sie, ze taki poprostu mam charakter i raczej tego sie nie da zmienic...


Re: Idealizowanie otoczenia - Broszka - 18 Cze 2009

Ja widzę ich takich jakimi są (przynajmniej tak mi się wydaje). Samej siebie nie da się trafnie ocenić samemu. Tak samo jak historię która się dopiero dzieje, nie da się jej ocenić. Jakie ona miała znaczenie okaże się po jej zakończeniu. Trudno się teraz ująć w jasne ramki. Poza tym trochę strach się tak odgrzebywać.. Wiem tylko że mam problem. Dlatego kocham tych którzy mi go wybaczają i mnie akceptują. Na szczęście jeszcze tacy są..
Często wymagam perfekcji od wielu rzeczy, ale możliwe że to takie <zboczenie zawodowe>
Poza tym często w ludziach dostrzegam wady, a nawet czasem ich szukam. Z tym że <wady> postrzegam niekoniecznie jako przywary, ale coś w rodzaju wyznacznika normalności. Prawdziwości. Każdy ma słabostki i to mi się wydaje urocze, to doprawia człowieka. Chodzi mi o cechy które nie mają uderzać w innych. To jest wzruszające i trochę smutne bo wydaje mi się ze bazą tego wszystkiego wokół musi być jednak smutek i że oni nakrywają go tylko częściowo uśmiechem. Ale te wady prześwitują i wtedy widzę że mam coś z nimi wspólnego, jesteśmy w podobnych odcieniach. To mnie uczłowiecza.


Re: Idealizowanie otoczenia - Sosen - 18 Cze 2009

Wydaje mi się, że to jest pewnego rodzaju ucieczka od problemu Broszka. Ok, znajdujesz osobę, która Cię akceptuje i jest Ci dobrze. Problem polega na tym, czy ona akceptuje twój problem, bo sama ma jakiś, czy akceptuje Ciebie jako osobę i wtedy wszystko jest ok. Zaakceptowanie problemu jest zaakceptowaniem bierności i pasywności.


Re: Idealizowanie otoczenia - Broszka - 18 Cze 2009

Tak, mówię o tym że każdy nawet najzupełniej zdrowy [czyt. nie cierpiący na fobię] ma w sobie lęk społeczny. Jeśli jest plus to musi gdzieś być też minus, żeby była równowaga. U nas ten lęk tylko bardziej <rozkwitł>. Przez to że oni tez go w pewnych momentach czują, mogą mnie rozumieć. Chyba wiem co masz na myśli - współpraca pod hasłem <w kupie siła> i hmm.. toksyczne przyjacielskie związki? stagnacja. Już to kiedyś przerabiałam i czuję się z tego powodu winna bo mam wrażenie że ja też kogoś ciągnęłam w dół. Na szczęście to ja zostałam w końcu na lodzie, nie ktoś inny. Zniszczę tylko siebie.
Cenię bezinteresowną przyjaźń, niestety słabo się orientuję w granicach toksyczności i boję się że mogę komuś zrobić krzywdę... Nie chcę nikogo krzywdzić, więc często się wycofuje.


Re: Idealizowanie otoczenia - krys840 - 19 Cze 2009

Idealizowanie otoczenia to wyznaczanie ram społecznej współpracy, czyli obrazowanie rzeczywistości w oparciu o motywy ludzkie. Styczność przestrzenna to konfrontacja naszych stanowisk - ich weryfikacja, która ma dowodzić naszej wartości. Ocena społeczna nie musi być obiektywna, dlatego stale musimy udowadniać swoją wartość. Prowadzimy zatem mentalną walkę z innymi, którzy roszcząc określoną postawą swoje obiekcje, nasuwają nam na myśl argumenty, które miałyby być źródłem siły perswazji takich ludzi. Konfrontacja naszych stanowisk jest próbą sił, ale to od metodologii zależy powodzenie w pracy. Stąd styczność z ludźmi o jasnym umyśle może powodować niechęć i zachowanie manifestacyjne, które ma nas zatrważać i powodować nasze ustępstwo. Czasem mamy taką siłę przebicia, że nasi konkurenci przekładają swoje obawy na nas, powodując nasze rozterki. Stąd chcąc pozostać tam, gdzie nas nie potrafią zakceptować, musimy toczyć walkę presją otoczenia. Możemy bronić się specyficznym zachowaniem, ale mimo to, pozostajemy obciążeni. Obciążenia natomiast psychiczne, które nie wynikają bezpośrednio z naszej woli, powodują formułowanie przez nas motywów ludzkich i dochodzenie do sedna obaw innych. To z kolei zagraża tym, którzy nie potrafiliby pogodzić się faktem przegrania mentalnej wojny. Takie wydarzenie jest bowiem dla nich bez precedensu, zatem tracą oni panowanie oraz uznanie w oczach innych. Stają się odrzuceni. W praktyce ludzie przegrywający mentalną wojnę są znacznie gorzej społecznie usposobieni ( jeśli chodzi o kulturalny sposób dowiedzenia racji ).
Uważam, że lękliwi spłecznie ludzie, przez wzgląd na doświadczenia i wiedzę na temat natury rzeczy, idealizują otoczenie, by móc wyważać stanowiska sporne i móc powrócić do norm społecznych. Oddalamy się, by później służyć radą, ale nie zastajemy warunków ku temu.


This forum uses Lukasz Tkacz MyBB addons.